Niania zamieniła życie Edyty Pazury w koszmar

Edyta i Cezary Pazura są rodzicami trójki dzieci: 10-letniej Amelii, 7-letniego Antoniego i niespełna rocznej Rity. Żona aktora niedawno poszukiwała profesjonalnej pomocy do opieki nad najmłodszą córką, aby kilka godzin w ciągu dnia mogła spokojnie popracować.

Zgłosiła się do niej opiekunka polecona przez agencję. Szybko okazało się, że to kobieta niegodna zaufania. Pazura ujawniła SMS-y od kobiety. Ich treść jest szokująca!

Edyta Pazura przekonała się, że znalezienie dobrej niani jest w dzisiejszych czasach bardzo trudne. Chcąc mieć pewność, że jej dziecko znajdzie się w dobrych rękach, skontaktowała się z agencją opiekunek. Agencja poleciła jej panią Agnieszkę i niemal od razu pojawiły się problemy.

Переглянути цей допис в Instagram

W końcu zaczęłam się rozglądać za opieką nad Ritką. Wszystko spoczywa na moich barkach i naprawdę potrzebuje 4-5 godzin dziennie żeby móc w spokoju popracować. Przyszła Pani Krystyna, która nazywała się Agnieszką. Za pośrednictwem agencji, ze świetnymi ponoć referencjami. Pani Agnieszka jest po teatrologii na UJ- wiec pomyślałam „idealnie.” Bardzo grzeczna, uprzejma. Umówiłyśmy się na poniedziałek na 9.00. O 8.50 owego dnia dostałam telefon… Pani Agnieszka nie przyjdzie do pracy bo ciocia złamała nogę i pojawi się w pracy dopiero w środę: najpierw owe złamanie stało się w piątek, później w sobotę, a końcowa wersja wskazywała na niedziele godz. 22.00. Tyle wersji na raz, że nie wiedziałam co już jest prawdą, więc podziękowałam za współpracę. Poczułam się jak w gimnazjum kiedy to moje koleżanki po raz dziesiąty uśmiercały babcie w celu usprawiedliwienia swojej nieobecności na lekcjach. Na moje szczęście w ludziach niezmiernie cenię sobie szczerość. Oczywiście telefonu do mnie tez przez cały weekend Pani Agnieszka nie znalazła…Od razu po powiadomieniu potencjonalnej niani przez agencję, że jednak nie podejmiemy się współpracy, dostałam szereg SMS-ów . Finalnie opieka nad ciocią się szybko znalazła i może pojawić się jeszcze w poniedziałek w pracy… cud… Po kilku dniach otrzymałam kolejne smsy: wyzwiska, groźby- dlatego że miałam czelność nie odpisać na jej smsy…Natychmiast przesłałam wiadomości do agencji która poleciła Panią Agnieszkę. Pani Monika, która ją rekrutowała, również wysłała wiadomość o zaprzestaniu pisania do mnie wyzwisk – ale jak widać Pani magister teatrologii jest dumna z tego co zrobiła i na dodatek napisała, że mogę jej kolokwialnie „skoczyć”. Okazało się, że brak mojej odpowiedzi na jej smsy, był wystarczającym argumentem aby mnie wyzywać… Gdy weszłam na FB Pani Agnieszki (Krystyny) zaczęłam się zastanawiać czemu agencje nie sprawdzają choćby nawet profili społecznościowych potencjalnych kandydatek… Z premedytacją publikuje wizerunek oraz imię i nazwisko tej Pani, bo ciarki mnie przechodzą jak pomyśle, że kiedyś jakieś dziecko może trafić pod jej opiekę. P.S. Poszukam jednak dobrego żłobka…

Допис, поширений Edyta Pazura- Maybe Baby (@edyta_pazura)

„Przyszła Pani Krystyna, która nazywała się Agnieszką. Za pośrednictwem agencji, ze świetnymi ponoć referencjami. Pani Agnieszka jest po teatrologii na UJ – wiec pomyślałam „idealnie.” Bardzo grzeczna, uprzejma. Umówiłyśmy się na poniedziałek na 9.00. O 8.50 owego dnia dostałam telefon…

Pani Agnieszka nie przyjdzie do pracy, bo ciocia złamała nogę i pojawi się w pracy dopiero w środę: najpierw owe złamanie stało się w piątek, później w sobotę, a końcowa wersja wskazywała na niedziele godz. 22.00” – napisała Edyta Pazura na Instagramie.

Od samego początku kontakt pomiędzy nią a opiekunką z agencji był utrudniony. Edyta Pazura już na początku poczuła się oszukana przez panią Agnieszkę. Ponadto ani razu nie udało jej się skontaktować z nią telefonicznie, aby wyjaśnić całą sytuację. Poinformowała więc agencję, że nie zdecyduje się podjąć współpracy z poleconą przez nich opiekunką.

„Od razu po powiadomieniu potencjonalnej niani przez agencję, że jednak nie podejmiemy się współpracy, dostałam szereg SMS-ów. Finalnie opieka nad ciocią się szybko znalazła i może pojawić się jeszcze w poniedziałek w pracy… cud…” – napisała Edyta.

Żona Cezarego Pazury nie odpisywała już pani Agnieszce na SMS-y, co spowodowało u kobiety nieoczekiwaną eskalację agresji. „Po kilku dniach otrzymałam kolejne smsy: wyzwiska, groźby – dlatego że miałam czelność nie odpisać na jej smsy. Natychmiast przesłałam wiadomości do agencji która poleciła Panią Agnieszkę.

Pani Monika, która ją rekrutowała, również wysłała wiadomość o zaprzestaniu pisania do mnie wyzwisk – ale jak widać Pani magister teatrologii jest dumna z tego co zrobiła i na dodatek napisała, że mogę jej kolokwialnie „skoczyć” – relacjonowała dalej Pazura.

„Co sobie myślałaś? Że jestem, k****a, twoją służką? Pomyliłaś się. P****l się kretynko. Wyżej s**z niż dupę masz” – to jedna z wiadomości, którą otrzymała od niedoszłej opiekunki żona Cezarego Pazury.

Edyta Pazura postanowiła upublicznić zarówno treść wulgarnych sms-ów, które otrzymywała od kobiety, a także jej wizerunek. Żona aktora odkryła, że kobieta posługiwała się fałszywym imieniem. „Gdy weszłam na FB Pani Agnieszki (Krystyny) zaczęłam się zastanawiać czemu agencje nie sprawdzają choćby nawet profili społecznościowych potencjalnych kandydatek…

Z premedytacją publikuje wizerunek oraz imię i nazwisko tej Pani, bo ciarki mnie przechodzą jak pomyśle, że kiedyś jakieś dziecko może trafić pod jej opiekę” – napisała Edyta Pazura.

A jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii? Myślicie, że sytuacja opisana przez Edytę to powszechny problem w dzisiejszych czasach, czy po prostu miała pecha, że trafiła na nieodpowiednią osobę?

.

.

.

Źródło: fakt.pl

Share