Do sieci trafiło nagranie, w którym właściciel The ‘new’ Batlow Hotel, jadac samochodem relacjonuje jak naprawdę wygląda krajobraz po pożarach. Widok jest przerażający. Wzdłuż drogi lezą ciała zwierząt, które przegrały walkę z żywiołem.

“Absolutnie wyrywający wnętrzności widok dziś rano w Batlow. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. To bardzo bolesne. Najgorsze, co widziałem. Trzeba opowiedzieć tę historię” –  mówi.

Gepostet von The 'new' Batlow Hotel am Samstag, 4. Januar 2020

Sytacja jest niepokojąca

O sytuacji w jakiej znajduje się Australia opowiada Polka, która na co dzień ją zamieszkuje. Autorka bloga „Where is Juli”-  Julia Raczko-Gospo.  Jak pisze blogerka, pożary w tamtym rejonie są czymś naturalnym.

Pierwszy tekst na blogu w tym roku nie jest podsumowaniem poprzedniego, życzeniami dla Was, czy rozpiską planu na...

Gepostet von Where is Juli + Sam am Mittwoch, 1. Januar 2020

Lato, czyli miesiące od grudnia do marca, to w Australii sezon pożarowy. Pożary buszu zdarzają się każdego roku i są stałą australijskiego klimatu. Są niezbędne dla roślin (szyszki niektórych pękają tylko w bardzo wysokich temperaturach, co pozwala wydostać się nasionom) oraz zwierząt, które pożary zmuszają do przemieszczania się. Tak wymyśliła to natura.

Będzie coraz gorzej

Jak przyznaje sama Julia, w tym roku pożary trawiące Australię są niepokojące.

Sezon pożarowy 2019/2020 zdaje się jednak ekstremalny, a lato dopiero się rozkręca. Styczeń i luty są zazwyczaj najgorętszymi miesiącami w roku, a w tym sezonie rekordowe temperatury padły już w grudniu. Średnia maksymalna temperatura na poziomie 40.9C została zanotowana 17 grudnia 2019, a następnego dnia została pobita, kiedy średnia maksymalna temperatura wyniosła 41.9C. Wcześniejszy rekord padł w 2013 roku, kiedy średnia maksymalna temperatura wyniosła 40.3C. Żywiołowi sprzyjają także silne wiatry, które kierują płomienie w zaskakujących kierunkach.- pisze na swoim blogu.

OD 7 lat w Australii panuje ogromna susza. Jak twierdzi blogerka, z roku na rok będzie coraz gorzej.

Pożary trawią Australię. To prawdziwa ekologiczna katastrofa, której skutki będą widoczne jeszcze przez długie lata.

Pożary w Australii, trwające od października, są nie do pokonania. Z ogniem walczą tysiące strażaków, ale ogień wciąż zbiera śmiertelne żniwo zarówno wśród zwierząt, jak i ludzi. Walkę z pożarami utrudnia wysoka temperatura i pojawiające się wichury. Silny wiatr rozprzestrzenia ogień po całej Australii.

Chmura dymu w tej chwili obejmuje powierzchnię całej Unii Europejskiej. Dymn dociera m. in. do Nowej Zelandii, barwiąc na żółto i czarno lodowce. Ponadto pożary uwalniają ogromne ilości szkodliwego dwutlenku węgla, który ma niezwykle szkodliwy wpływ na klimat.

Pożary sieją dramatyczne żniwo, a najgorsze jest to, że meteorolodzy nie mają dobrych wieści. W Australii wciąż panują wysokie temperatury i w najbliższym czasie nic nie wskazuje na zmiany. Przez co służby muszą liczyć się z tym, że ich działania będą utrudniane przez pogodę.

Płoną lasy, a wraz z nimi zwierzęta...

Pożary przyczyniły się do śmierci ponad pół miliarda zwierząt. Najgorsze jest to, że ta liczba jeszcze się zwiększy. I choć wolontariusze robią, co mogą, nie da się uratować wszystkich gatunków.