"New York Times" opublikował niewiarygodną historię pewnego mężczyzny. 30-letni Tyson Steele pochodzący z Utah kupił we wrześniu dom na Alasce od weterana wojny w Wietnamie. 

Chata była położona na kompletnym odludziu w otoczeniu lasów, wzgórz i jezior. Od nabliższych sąsiadów dzieliło go ponad 30 kilometrów, a co więcej nie miał dostępu do sieci dróg. 

Od kilku tygodni nie było z nim kontaktu

Zaniepokojna rodzina od kilku tygodni nie otrzymywała od mężczyzny żadnych wieści. Postanowiła zgłosić lokalnej policji jego zaginięcie.

Jedyną możliwością, aby dostać się do położonego w dziczy domu był lot śmigłowcem.  Funkcjonariusze z Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego Alaski próbowali odnaleźć dom Tysona, aby sprawdzić, czy u mężczyzny wszystko w porządku.

Po zlokalizowaniu miejsca, w którym stała chata, ratownicy nie mogli uwierzyć, co zastali. Po domu nie było ani śladu. Na terenie znajdowało się jedynie pogorzelisko i wydeptany śnieg, a na nim ogromny napis "SOS".

Nagle zauważyli mężczyznę, który energicznie wymachiwał rękami.

Pożar strawił dom 30-letniego mężczyzny

Jak się okazało, pożar domu 30-latka prawdopodobnie miał miejsce 17 lub 18 grudnia. w środku nocy. Od tamtej pory Tyson żył w samodzielnie wykonanym, prowizorycznym schronieniu. Na mrozie spędził około 23 dni.

Mężczyzna opowiedział służbom, że przyczyną pożaru prawodpodobnie była iskra z kawałka kartonu, który wrzucił do starego piecyka.

Wiedziałem, że to problem, przez całe życie miałem piece na drewno. Wiedziałem, że nie wolno tego robić. Iskra wyleciała przez mój komin i wylądowała na dachu
 - stwierdził. 

[quote author=""]Kap, kap, kap – z dachu nade mną kapał płonący plastik. - relacjonował.

Pożar rozprzestrzeniał się tak szybko, że mężczyzna nie był w stanie nic zrobić i musiał jak najszybciej ratować się przed szalejącym żywiołem.

30-latek próbował jeszcze ratować swoje rzeczy. W pośpiechu zabrał płaszcze i śpiwory. 

Zawołał też swojego labradora. Kiedy jednak wrócił do budynku po strzelbę, usłyszał przeraźliwe skomlenie. Wtedy już wiedział, że jego pies nie zdążył opuścić domu.

Mężczyzna przeżył 3 tygodnie na mrozie

Mężczyzna stracił w pożarze większość rzeczy i nie miał możliwości skontaktować się w żaden sposób z otoczeniem. Mieszkał sam, a najbliższa miejscowość Skwentna była położona 20 mil dalej.

Ubrany był w filcowe buty bez skarpet, długie kalesony i wełniany sweter.

Początkowo Tyson spał w prowizorycznej jamie w śniegu. Kiedy jednak po 2 dobach pomoc nadal nie nadeszła, zaczął zastanawiać się nad tym, w jaki sposób przetrwać.

Skompletował resztki drewna i materiały, jakie znalazł. Następnie obok piecyka zbudował schronienie przypominające nieco namiot.

Na szczęście udało mu się znaleźć jakieś pożywienie - puszki z jedzeniem i nadtopione słoiki masła orzechowego. Wydeptał także napis SOS, który podkreślił na czarno wykorzystując w tym celu popiół.

Według rzecznika policji stanowej to wielki cud, że mężczyzna przetrwał.

Jakie było pierwsze życzenie mężczyzny po ocaleniu?

Jak się okazuje, gorący prysznic i zestaw z McDonalda.

Informowaliśmy także o: PIES UKRYWAŁ SWOIM CIAŁEM DWULETNIE DZIECKO, ABY UCHRONIĆ GO PRZED MROZEM

Może zainteresuje Cię to: NIEZWYKLE WZRUSZAJĄCA CHWILA. ZASMUCONY MĘŻCZYZNA MUSIAŁ WYRZUCIĆ TAJEMNICZY PREZENT DO KOSZA. CO BYŁO W ŚRODKU

Portal "Życie" poleca: NIEZWYKŁE NAGRANIE Z AKCJI RATUNKOWEJ KOALI W AUSTRALII. DWÓCH NASTOLATKÓW WYKAZAŁO SIĘ NIE LADA ODWAGĄ