Pewien mężczyzna od dłuższego czasu nie był u spowiedzi. Przez ten czas jego głowę zajmowały codzienne troski i ważne sprawy. Kiedy wyjechał na urlop po to, by odpocząć od pracy i rutyny, postanowił udać się do spowiedzi.

Decyzja o rozmowie z księdzem przyszła do niego nagle, kiedy leżał na leżaku w jego uszach dzwonił szum morza a gorący piasek parzył mu stopy.

Decyzja o spowiedzi przyszła niespodziewanie

Do kościoła nie udał się od razu, zwlekał z ostateczną decyzją aż do końca. Podjął ją dopiero wieczorem i wtedy zdecydował się udać na jedną z ostatnich wieczornych mszy.

Kiedy mężczyzna przyszedł do kościoła od razu podszedł do konfesjonału, robiąc przy tym sporo hałasu. Chcąc wejść do konfesjonału, potknął się o klęcznik, który głośno zadzwonił, zwracając uwagę modlących się wiernych.

Pierwsza rzeczą, którą zrobił mężczyzna, było przeproszenie. Swoją spowiedź rozpoczął od przyznania się do tego, że nie spowiada się często. Ostatni raz zdecydował się wyznać swoje grzechy Bogu kilka miesięcy temu. Mężczyzna obawiał się reakcji księdza. Myślał, że ten skarci go za zbyt rzadkie rozmowy z Bogiem. 

To, co usłyszał od duchownego, zmusiło go do refleksji

Mężczyzna wyznał wszystkie swoje grzechy i czekał na komentarz ze strony księdza. Ten jednak nie powiedział nic, oprócz kończącego spowiedź zwrotu: "Jezus odpuszcza grzechy tym, którzy za nie żałują i chcą poprawy. Pan odpuszcza tobie grzechy. Idź w pokoju".

Mężczyzna był zdziwiony zachowaniem księdza. W sercu liczył na rozmowę, która mogłaby być początkiem jego pokuty. 

Mężczyzna długo rozmyślał nad sytuacją. Po czasie doszło do niego, że zachowanie księdza dało mu więcej do myślenia niż niejedna sugerowana przez duchownego refleksja. 

Ostatnio pisaliśmy o: "ODZYSKAJMY NAS KOŚCIÓŁ!" - WIERNI PROTESTUJĄ POD KURIĄ METROPOLITARNĄ W GDAŃSKU!

Jak donosi portal "Życie": "BRONIŁ PRAWDY I DOBRA". BLISKI WSPÓŁPRACOWNIK JANA PAWŁA II WSPIERA ARCYBISKUPA JĘDRASZEWSKIEGO