Miała niewielką emeryturę, więc często robiliśmy jej zakupy i opłacaliśmy droższe leki. Przed każdą zimą dokładaliśmy się do ogrzewania, a mój mąż regularnie naprawiał jej stary samochód.

Dlatego zdziwiłam się, gdy teściowa nagle kupiła nową pralkę za prawie cztery tysiące złotych.

— Wzięłaś ją na raty? — zapytałam.

— Człowiek całe życie odkładał, to może sobie pozwolić — odpowiedziała.

Kilka tygodni później pojawiła się na rodzinnej uroczystości w złotych kolczykach i nowym płaszczu. Wnukowi wręczyła kopertę z trzema tysiącami złotych, chociaż wcześniej na urodziny dawała mu najwyżej sto.

Mój mąż, Paweł, nie wydawał się zaskoczony.

— Może miała oszczędności — stwierdził. — Nie zaglądaj jej do portfela.

Problem w tym, że nasze oszczędności zaczęły znikać.

Paweł twierdził, że firma ma kłopoty i obcięła mu premię. Musieliśmy przełożyć remont kuchni. Zrezygnowaliśmy także z wakacji, ponieważ według niego powinniśmy przygotować się na trudniejsze miesiące.

Pewnego dnia nie mogłam zapłacić kartą za większe zakupy. Na wspólnym koncie brakowało prawie ośmiu tysięcy złotych.

— Musiałem spłacić pilne zobowiązanie — wyjaśnił. — Oddam, gdy dostanę premię.

Nie chciał powiedzieć nic więcej.

Kilka dni później pojechałam do Haliny z lekami. Drzwi do jej mieszkania były uchylone. W środku usłyszałam podniesiony głos męża.

— Nie mam już skąd brać — mówił. — Marta zaczyna coś podejrzewać.

— To znajdź — odpowiedziała teściowa. — Jeśli przestaniesz płacić, powiem jej o Karolinie.

Znieruchomiałam.

Weszłam do kuchni. Na stole leżała koperta z pieniędzmi. Obok niej stała teściowa, a Paweł był blady jak ściana.

— Kim jest Karolina? — zapytałam.

Nikt nie odpowiedział.

— Od jak dawna płacisz własnej matce za milczenie?

Paweł usiadł. Przyznał, że dwa lata wcześniej zaczął spotykać się z koleżanką z pracy. Halina zobaczyła ich razem w restauracji. Obiecała, że nic mi nie powie, jeśli syn będzie co miesiąc „pomagał jej finansowo”.

Początkowo żądała tysiąca złotych. Później dwóch. Gdy chciała kupić nowy sprzęt albo pojechać do sanatorium, domagała się dodatkowych przelewów.

— Romans skończył się po kilku miesiącach — tłumaczył Paweł. — Ale mama nie przestała brać pieniędzy.

— Dlaczego mi nie powiedziałeś?

— Bałem się, że odejdziesz.

Spojrzałam na Halinę.

— Wiedziała mama, że opłacamy jej leki i rezygnujemy z własnych potrzeb?

— Nie zmuszałam go, żeby cię zdradzał — odpowiedziała chłodno. — Poza tym milczałam dla dobra waszej rodziny.

— Dla dobra rodziny kupiła sobie mama pralkę, biżuterię i płaszcz?

— Wychowałam syna. Należało mi się coś za to, że ratowałam jego małżeństwo.

Poczułam, jakby zdradzili mnie oboje. Mąż oszukiwał mnie z inną kobietą, a jego matka zamieniła moje upokorzenie w stałe źródło dochodu.

W domu sprawdziłam historię konta. Przez dwadzieścia miesięcy Paweł przelał matce ponad czterdzieści tysięcy złotych. Część pieniędzy pochodziła z rachunku, na którym odkładaliśmy na studia córki.

Kiedy go o to zapytałam, rozpłakał się.

— Zamierzałem wszystko oddać.

— Kiedy? Po tym, jak twoja matka kupi sobie za moje życie wszystko, czego zapragnie?

Tej nocy kazałam mu się wyprowadzić. Halina dzwoniła kilkanaście razy. Najpierw prosiła, żebym nie niszczyła rodziny. Później oskarżyła mnie o niewdzięczność. Na końcu zagroziła, że opowie krewnym, jaka jestem bezduszna.

Nie odebrałam więcej.

Karolina również nie wiedziała, że Paweł ma żonę. Przedstawiał się jako mężczyzna będący w trakcie rozwodu. Kiedy poznała prawdę, przesłała mi wiadomości i zdjęcia, które zachowała.

To wystarczyło, żebym przestała wierzyć w jego tłumaczenia.

Złożyłam pozew o rozwód. Zażądałam także rozliczenia pieniędzy zabranych ze wspólnego konta. Halina sprzedała część nowych rzeczy, żeby oddać synowi środki na prawnika. Nagle znów zaczęła opowiadać wszystkim, że jest biedną emerytką.

Przez wiele miesięcy zastanawiałam się, co bolało bardziej: romans męża czy postępowanie kobiety, którą przez lata traktowałam jak drugą matkę.

Paweł zdradził mnie raz, a potem codziennie wybierał kłamstwo.

Halina zrobiła coś jeszcze gorszego. Znała prawdę, patrzyła mi w oczy podczas rodzinnych obiadów i przyjmowała ode mnie pieniądze na leki, podczas gdy w szufladzie trzymała gotówkę otrzymaną za moje milczenie.

W końcu dowiedziałam się, skąd miała tyle pieniędzy.

Każda nowa rzecz w jej mieszkaniu została kupiona za cenę mojego zaufania.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. Kiedy przyszłam odwiedzić przyjaciółkę, zastałam bałagan i stertę potłuczonych naczyń. Jej spokojne słowa zapamiętam do końca życia

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. Po rozwodzie wyrzuciłam synową i wnuczki z mojego mieszkania. Nie spodziewałam się, że tak to się skończy