Kiedy poznałam Roberta, nie widziałam w nim starszego pana. Widziałam fascynującego mężczyznę z ogromną wiedzą, spokojem i spojrzeniem, w którym można było utonąć. Różnica trzydziestu lat wydawała mi się tylko liczbą, dopóki nie postanowiłam przedstawić go rodzicom.

To miał być radosny obiad. Wyobrażałam sobie, że mój tata, człowiek otwarty i towarzyski, polubi Roberta. Przecież obaj są w podobnym wieku, mają podobne pasje. Kiedy jednak otworzyłam drzwi i Robert stanął w progu, radosne „Cześć, tato!” zamarło mi na ustach.

Mój ojciec pobladł tak bardzo, że musiałam go podtrzymać. Robert również znieruchomiał. W powietrzu zawisło napięcie tak gęste, że trudno było oddychać.

— Robert? — wykrztusił mój ojciec. — Ty masz czelność przychodzić do mojego domu? I to z moją córką?

Okazało się, że świat jest mniejszy, niż przypuszczałam. Robert i mój tata byli kiedyś nierozłączni. Wspólne studia, wspólne plany, wielka przyjaźń... która skończyła się nagle trzydzieści lat temu w atmosferze skandalu i wzajemnych oskarżeń.

— Wynoś się! — krzyknął ojciec, a jego twarz poczerwieniała z gniewu. — Nie pozwolę, żebyś zniszczył życie mojej córce tak, jak kiedyś próbowałeś zniszczyć moje!

Robert wyszedł bez słowa, a ja zostałam w środku rodzinnego piekła. Ojciec zamknął się w pokoju i przez dwa dni nie chciał ze mną rozmawiać. Kiedy w końcu wyszedł, jego głos był złamany, ale twardy jak głaz.

— Albo on, albo ja, Justyno — powiedział, patrząc mi prosto w oczy. — To człowiek, któremu kiedyś ufałem najbardziej na świecie, a on mnie zdradził. Nie zapytam cię, co do niego czujesz. Zapytam cię tylko, czy potrafisz żyć ze świadomością, że codziennie będziesz wbijać nóż w serce swojemu ojcu, kładąc się do łóżka z jego dawnym wrogiem.

Próbowałam walczyć. Rozmawiałam z Robertem, który przysięgał, że tamta historia miała dwie strony, że tata też nie był bez winy. Ale im bardziej on się tłumaczył, tym bardziej czułam się rozdarta. Z jednej strony miałam mężczyznę, przy którym po raz pierwszy poczułam się dojrzałą kobietą, a z drugiej ojca, który mnie ukształtował i zawsze kochał ponad wszystko.

Dramat trwa od miesięcy. Robert czeka na mnie w swoim mieszkaniu pełnym książek i spokoju, a mój ojciec milczy przy niedzielnym obiedzie, patrząc na puste krzesło obok mnie. Rodzina jest podzielona. Ciotki plotkują, mama płacze po kątach, prosząc, bym „poszła po rozum do głowy”.

Czuję się, jakbym była w pułapce. Kochać człowieka w wieku własnego ojca to już wyzwanie. Ale kochać człowieka, który jest cieniem z bolesnej przeszłości twojego rodzica, to jak stąpanie po kruchym lodzie. Każdy mój krok rani kogoś, kogo kocham.

Dziś siedzę w kawiarni i czekam na Roberta, ale moje serce wcale nie bije z radości. Bije z lęku. Zrozumiałam, że miłość to nie tylko motyle w brzuchu. To czasem brutalna walka o lojalność. Czy warto spalić za sobą mosty do rodzinnego domu dla kogoś, kto przypomina mojemu ojcu o jego największej życiowej porażce?

To też może cię zainteresować: Zarobki księży w Polsce. Oficjalna pensja to nie wszystko

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Związałam się z młodszym mężczyzną, żeby poczuć się młodziej": Szybko zrozumiałam, że to nie takie proste