Widziałam w nim każdą nową zmarszczkę, każdą smugę zmęczenia. Bałam się, że życie już nic mi nie zaproponuje, oprócz ciepłych kapci i czekania na telefon od dzieci. Wtedy poznałam Damiana. Był o piętnaście lat młodszy, miał energię, która rozświetlała każde pomieszczenie, i uśmiech, przy którym zapominałam o dacie urodzenia w dowodzie.
Moje koleżanki pukały się w czoło. „Beata, to nie twoja liga, zamęczysz się” – ostrzegały. Ale ja czułam się, jakbym dostała drugą szansę. Chciałam udowodnić całemu światu, a zwłaszcza sobie, że wciąż jestem atrakcyjna, sprawna i młoda duchem.
Początek był jak piękny sen. Wycieczki, kolacje, nocne spacery. Damian żył szybko, a ja robiłam wszystko, by dotrzymać mu kroku. Kupowałam coraz droższe kremy, biegałam rano, choć kolana błagały o litość, i kładłam się spać o trzeciej nad ranem, byle tylko nie pomyślał, że jestem nudna.
Problemy zaczęły się, gdy euforia opadła, a proza życia zapukała do drzwi. Damian nie rozumiał, że ja potrzebuję czasu na regenerację. Dla niego weekend bez imprezy był weekendem straconym.
— Kochanie, jedziemy w góry! Zdobędziemy szczyt na wschód słońca! — zawołał w piątek wieczorem, gdy ja po całym tygodniu pracy marzyłam tylko o gorącej kąpieli.
Wstałam. Zacisnęłam zęby. Poszłam. Ale na szlaku czułam, jak serce chce mi wyskoczyć z piersi. Patrzyłam na jego plecy – on biegł pod górę, lekki i niezmordowany, a ja z każdym krokiem czułam ciężar swoich lat.
Dramat rozegrał się podczas wesela jego przyjaciela. Towarzystwo w wieku Damiana bawiło się do białego rana. Ja, po kilku godzinach w szpilkach, czułam potworny ból. Usiadłam na chwilę przy stoliku, a wtedy usłyszałam, jak Damian rozmawia z kolegami przy barze.
— Twoja „starsza pani” już wymiękła? — zapytał jeden z nich ze śmiechem.
— Daj spokój, i tak nieźle się trzyma jak na swój rocznik — odpowiedział Damian, a w jego głosie nie było miłości, tylko coś na kształt litości i lekkiego zażenowania. — Ale przyznaję, czasem brakuje jej pary. Muszę ją trochę „rozbujać”.
Zamarłam. To nie był związek dwóch serc. To był wyścig, w którym ja byłam starym autem próbującym dogonić sportowy bolid. Wróciłam do domu taksówką, nie czekając na niego.
Następnego dnia, gdy Damian wrócił nad ranem, radosny i pełen sił, zastał mnie siedzącą w kuchni. Bez makijażu, w okularach, z kubkiem herbaty. Nie ukrywałam już siwych odrostów, które on tak bardzo chciał, bym farbowała.
— Nie nadążam, Damian — powiedziałam cicho. — I nie chcę już nadążać. Chcę posiedzieć w ciszy. Chcę, żeby bolały mnie kości, kiedy mają prawo boleć, a nie uśmiechać się przez ból, żebyś nie poczuł się staro przy mnie.
On nie rozumiał. Patrzył na mnie, jakbym nagle zaczęła mówić w obcym języku. Wyszedł kilka dni później, mówiąc, że „potrzebuje kogoś z większym temperamentem”.
Dziś siedzę w swoim ogrodzie. Nie biegam maratonów, nie tańczę do świtu na siłę. Zrozumiałam, że ucieczka przed starością to najszybsza droga do utraty godności. Związując się z kimś znacznie młodszym tylko po to, by poczuć się „młodziej”, stałam się więźniem własnego wieku.
To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Córka podrzuca mi wnuki w każdy weekend bez pytania": Gdy raz odmówiłam, bo źle się czułam, nie odzywa się do mnie od miesiąca
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Chowają się w piwnicach i garażach. Lepiej ich nie dotykaj