Jedni opowiadają o świetle, tunelu i poczuciu oddzielenia od ciała, inni mówią o całkowitej ciemności i braku jakichkolwiek wspomnień. Swoją historią podzielił się mężczyzna, który przeszedł przez to aż dwa razy. Co istotne, za każdym razem doszło do zatrzymania krążenia z innego powodu, a jego relacja nie przypomina typowych opowieści o „drugiej stronie”.
Czym jest śmierć kliniczna i dlaczego wciąż budzi emocje
Śmierć kliniczna to stan, w którym człowiek nie wykazuje oznak życia, takich jak oddech czy krążenie, ale procesy w organizmie nie są jeszcze nieodwracalnie zatrzymane. Różni się od śmierci biologicznej tym, że w pierwszych minutach po zatrzymaniu krążenia wciąż może występować aktywność mózgu, którą potrafią wychwycić specjalistyczne badania. To właśnie ten krótki czas jest „oknem”, w którym reanimacja może przywrócić pacjenta do życia.
Pierwszy epizod: wypadek i urywek rzeczywistości
Pierwsza śmierć kliniczna nastąpiła u mężczyzny po wypadku motocyklowym. W swojej relacji podkreśla, że pamięta fragmenty sytuacji związanej ze szpitalem i rozmowy personelu medycznego. Słyszał, że doszło do zatrzymania akcji serca i że sytuacja była poważna. Sam moment „odchodzenia” nie był jednak dla niego mistyczny ani obrazowy. Nie wspomina wizji czy szczególnych wrażeń, raczej szok i nagły powrót do bólu oraz chaosu myśli.
Drugi epizod: nagła cisza, która wszystko wyłącza
Druga śmierć kliniczna nastąpiła po przedawkowaniu leków. Tym razem relacja jest jeszcze bardziej surowa. Mężczyzna opisuje narastający ból i nagłe przejście w coś, co nazywa „nicością”. Według niego to doświadczenie przypominało głęboką drzemkę bez snów, bez obrazów, bez emocji i bez poczucia czasu. Jak mówi, miał wrażenie, że trwało to wieczność, choć realnie mogło minąć zaledwie kilkanaście minut.
„Gdyby nie medycy, nie wiedziałbym, że umarłem”
Najbardziej uderzające w tej historii jest to, że mężczyzna twierdzi, iż bez informacji od lekarzy nie zdawałby sobie sprawy, że doszło do zatrzymania krążenia. Nie czuł „przejścia”, nie miał wspomnień z momentu, w którym serce przestało bić. Nie było też żadnego elementu, który – w jego odczuciu – mógłby potwierdzać istnienie życia po śmierci. Podsumował to wprost: doświadczył czegoś, ale tym „czymś” była wyłącznie pustka.
Dlaczego relacje po śmierci klinicznej tak bardzo się różnią
Opowieści osób, które wróciły po śmierci klinicznej, są skrajnie różne, co tylko podsyca dyskusje. Wpływ może mieć wiele czynników: przyczyna zatrzymania krążenia, czas niedotlenienia mózgu, zastosowane leki, a także indywidualne różnice w reakcji organizmu. Dla jednych mózg „wypełnia” przerwy obrazami, dla innych pozostaje po nich tylko luka w pamięci.
Historia, która zostaje w głowie, bo jest zaskakująco prosta
Ta relacja porusza nie dlatego, że jest spektakularna, ale dlatego, że jest skrajnie zwyczajna. Zamiast opowieści o niezwykłych wizjach pojawia się opis pustki, w której nie ma nic — ani strachu, ani ukojenia, ani znaków. I właśnie to sprawia, że dla wielu czytelników może być najbardziej niepokojąca. W tej historii śmierć kliniczna nie jest metafizyczną przygodą, lecz biologicznym „wyłączeniem”, po którym człowiek wraca do bólu i świadomości, jakby ktoś po prostu nacisnął przycisk „pauza”.
To też może cię zainteresować: Daria Trafankowska zmarła na raka trzustki. Oto pierwsze "ciche" objawy choroby
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Trudne chwile w polskim szpitalu. Nie żyje 30-latka po porodzie. Sprawą zajęła się prokuratura