Przez ponad rok zmagał się z glejakiem IV stopnia i otwarcie opowiadał o kolejnych etapach leczenia. Chociaż przechodził operacje, radioterapię i chemioterapię, jego największy lęk nie dotyczył bólu. Bał się, że nie zobaczy, jak dorastają jego dzieci.
Adrian Szymaniak nie żyje. Rodzina przekazała wiadomość
Informacja o odejściu Adriana Szymaniaka została przekazana 5 września 2026 roku. Jego żona, Anita Szydłowska-Szymaniak, opublikowała w mediach społecznościowych oświadczenie przygotowane w imieniu rodziny.
Bliscy poprosili o ciszę, spokój i możliwość pożegnania Adriana bez zainteresowania osób postronnych. Poinformowali również, że uroczystość pogrzebowa będzie miała charakter wyłącznie rodzinny i prywatny.
Rodzina nie zgodziła się na wykonywanie zdjęć ani nagrywanie ceremonii. Zaapelowała także o powstrzymanie się od osobistego składania kondolencji, wykonywania telefonów i wysyłania wiadomości. Najbliżsi Adriana wyraźnie zaznaczyli, że potrzebują przestrzeni, aby przeżyć żałobę we własnym gronie.
Na co chorował Adrian Szymaniak?
W oficjalnym oświadczeniu rodzina nie podała jednoznacznej przyczyny zgonu. Wiadomo jednak, że od lipca 2025 roku Adrian Szymaniak zmagał się z glejakiem IV stopnia. To właśnie walce z agresywnym nowotworem mózgu podporządkowane były ostatnie miesiące jego życia.
Pierwsze niepokojące objawy pojawiły się nagle. Adrian opowiadał, że zaczął doświadczać zaburzeń widzenia. Zobaczył również nieistniejącą postać, a następnie pojawiły się silny ból głowy, nudności i zawroty głowy. Rodzina wezwała pogotowie, a wykonana w szpitalu tomografia wykazała zmianę w mózgu.
Diagnoza została postawiona w połowie lipca 2025 roku. Adrian nie ukrywał, że wiadomość o chorobie była dla niego ogromnym wstrząsem. Jednocześnie zdecydował się publicznie mówić o swoich doświadczeniach i apelował, aby nie bagatelizować sygnałów wysyłanych przez organizm.
Operacje, radioterapia i chemioterapia
Po rozpoznaniu choroby rozpoczęło się intensywne leczenie. Adrian Szymaniak przeszedł operację usunięcia guza. Ze względu na głębokie położenie zmiany lekarze nie mogli jednak usunąć jej w całości. Kolejnymi etapami terapii były radioterapia oraz chemioterapia.
W następnych miesiącach konieczna okazała się druga operacja. Rodzina uruchomiła również internetową zbiórkę pieniędzy przeznaczonych na dalsze leczenie, rehabilitację i specjalistyczną opiekę. Adrian korzystał między innymi z terapii TTFields.
Przez pewien czas wyniki badań dawały nadzieję na ustabilizowanie sytuacji. Wiosną 2026 roku małżonkowie informowali o korzystnych rezultatach kontroli. Kilka miesięcy później nadeszły jednak znacznie trudniejsze wiadomości.
W lipcu 2026 roku Adrian przekazał, że guz przestał reagować na dotychczas stosowaną chemioterapię. Lekarze zdecydowali się wdrożyć kolejny plan leczenia. Pojawiło się również nowe ognisko choroby, a 39-latek przeszedł następną operację oraz radioterapię stereotaktyczną. Przebieg terapii opisywał Super Express.
Rodzina przeprowadziła się bliżej szpitala
W związku ze stanem zdrowia Adriana cała rodzina podjęła decyzję o przeprowadzce w okolice Bydgoszczy. Dzięki temu od Centrum Onkologii dzieliło ich niespełna 30 kilometrów, a nie kilkaset, jak wcześniej.
Adrian podkreślał, że bliskość specjalistycznego ośrodka daje mu poczucie bezpieczeństwa. Chciał mieć szybki dostęp do lekarzy zajmujących się leczeniem nowotworów mózgu i nie zamierzał rezygnować z dalszej terapii.
W jednej ze swoich wypowiedzi przyznał, że chciałby znaleźć się w grupie pacjentów, którzy żyją dłużej, niż wynikałoby to z internetowych statystyk. Prosił również o informacje dotyczące nowych możliwości leczenia. O diagnozie i swoich nadziejach mówił w materiale opublikowanym przez TVN.
Najbardziej bał się, że nie zobaczy, jak dorastają dzieci
W opisie zbiórki rodzina ujawniła, czego Adrian obawiał się najbardziej. Nie były to kolejne zabiegi, chemioterapia ani związany z leczeniem ból. Największy lęk wywoływała myśl, że może zabraknąć go w najważniejszych momentach życia dzieci.
Adrian i Anita wychowywali syna Jerzego oraz córkę Biankę. Bliscy podkreślali, że dzieci dawały mu siłę do dalszej walki. Chciał oglądać ich sukcesy, wspierać je i być przy nich wtedy, gdy będą go potrzebowały.
Ostatnie tygodnie były dla rodziny wyjątkowo wymagające. Po kolejnej hospitalizacji Adrian wrócił do domu, gdzie został objęty całodobową opieką lekarzy, pielęgniarek, opiekunów i fizjoterapeutów. Mieszkanie dostosowano do jego potrzeb i wyposażono w specjalistyczny sprzęt.
Miłość Adriana i Anity zaczęła się przed kamerami
Adrian Szymaniak zdobył rozpoznawalność w 2018 roku dzięki udziałowi w programie „Ślub od pierwszego wejrzenia”. W telewizyjnym eksperymencie został połączony z Anitą Szydłowską. Ich relacja przetrwała zakończenie programu i z czasem przerodziła się w trwałe małżeństwo.
W czasie choroby Anita pozostawała najbliżej męża i wspierała go na kolejnych etapach leczenia. Para nie chciała odkładać marzeń na później i ponownie powiedziała sobie „tak” podczas drugiej ceremonii ślubnej.
Po odejściu Adriana najważniejsza pozostaje wyrażona przez rodzinę prośba o prywatność. Bliscy chcą pożegnać męża, ojca i przyjaciela z dala od kamer, publikacji oraz medialnego rozgłosu.
To też może cię zainteresować: Ostatnie nagranie opublikowane przez Adriana Szymaniaka. Dziś jego słowa poruszają jeszcze bardziej
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Adrian Szymaniak nie żyje. Żona uczestnika „Ślubu od pierwszego wejrzenia” wydała oświadczenie