Decyzja wywołała gorącą dyskusję wśród polityków i ekspertów. Czy rodzice nadal będą musieli płacić za dodatkowe funkcje komercyjnych aplikacji? Jedno jest pewne: weto nie likwiduje dzienników używanych obecnie przez szkoły, ale zatrzymuje uruchomienie państwowej alternatywy na zasadach przyjętych przez parlament.

Prezydent zawetował ustawę o państwowym eDzienniku

28 sierpnia 2026 roku prezydent Karol Nawrocki poinformował o odmowie podpisania trzech ustaw. Jedna z nich dotyczyła zmian w Prawie oświatowym oraz ustawie o systemie informacji oświatowej. Przepisy miały stworzyć podstawę prawną do uruchomienia bezpłatnego, ogólnopolskiego eDziennika.

Jak wynika z komunikatu Kancelarii Prezydenta, głowa państwa popiera samą ideę cyfryzacji szkół. Zastrzeżenia wzbudził jednak sposób przygotowania nowych rozwiązań.

Prezydent wskazał trzy główne problemy: bezpieczeństwo danych uczniów, koszt stworzenia systemu oraz ryzyko chaosu organizacyjnego w placówkach oświatowych.

Na czym miał polegać państwowy eDziennik?

Ustawa przewidywała utworzenie bezpłatnego systemu dostępnego dla publicznych i niepublicznych szkół podstawowych, ponadpodstawowych oraz artystycznych. Placówki nie miały być jednak zmuszane do rezygnacji z dotychczas używanych programów. Państwowy eDziennik miał stanowić dobrowolną alternatywę dla komercyjnych rozwiązań.

Dostęp do ocen, frekwencji, planu zajęć i szkolnych komunikatów miał być możliwy również za pośrednictwem aplikacji mObywatel. Rodzice, uczniowie i nauczyciele nie ponosiliby opłat za korzystanie z podstawowych ani dodatkowych funkcji systemu.

Zgodnie z informacjami dotyczącymi prac nad ustawą pilotaż miał rozpocząć się w roku szkolnym 2026/2027 w wybranych placówkach. Udostępnienie usługi wszystkim zainteresowanym szkołom planowano od 1 września 2027 roku.

Po prezydenckim wecie harmonogram ten nie może zostać zrealizowany na podstawie uchwalonych przepisów.

Karol Nawrocki wskazał na wrażliwe dane dzieci

Jednym z najważniejszych argumentów prezydenta było bezpieczeństwo informacji gromadzonych w centralnym systemie. Państwowy eDziennik miał zawierać między innymi numery PESEL, fotografie, oceny, dane o nieobecnościach oraz informacje dotyczące specjalnych potrzeb edukacyjnych uczniów.

Zdaniem Karola Nawrockiego ustawa nie zapewniała wystarczających gwarancji dotyczących sposobu zabezpieczania tych danych oraz zasad udzielania do nich dostępu. Prezydent uznał, że przy tworzeniu tak rozbudowanej bazy bezpieczeństwo dzieci powinno zostać opisane w przepisach znacznie dokładniej.

Drugie zastrzeżenie dotyczyło finansów. Budowa państwowego systemu miała kosztować ponad 200 mln zł. W ocenie prezydenta rząd powinien wyraźniej wykazać, że tak duży wydatek jest konieczny i racjonalny.

Głowa państwa zwróciła również uwagę na tempo wdrażania zmian. Pilotaż miał rozpocząć się już w nadchodzącym roku szkolnym, natomiast rok później system miał zostać udostępniony w całym kraju. Według prezydenta szkoły potrzebowałyby więcej czasu na szkolenia i przygotowanie pracowników.

Po decyzji prezydenta pojawiła się lawina komentarzy

Weto spotkało się z ostrą krytyką części przedstawicieli rządu i opozycji. Wicepremier oraz minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski ocenił, że decyzja zatrzymuje cyfryzację szkół i pozostawia dane uczniów w systemach prywatnych dostawców.

Lider Partii Razem Adrian Zandberg zwrócił uwagę, że informacje dotyczące dzieci już teraz znajdują się na serwerach firm obsługujących komercyjne dzienniki. Jego zdaniem trudno więc uznać centralizację danych za wystarczający argument przeciwko rozwiązaniu państwowemu.

Katarzyna Lubnauer z Koalicji Obywatelskiej stwierdziła natomiast, że koszty decyzji mogą ponosić rodzice i samorządy. Monika Wielichowska podkreśliła, że po wecie nadal możliwe będzie pobieranie opłat za pełny dostęp do niektórych funkcji komercyjnych aplikacji. Komentarze polityków przytacza Wirtualna Polska.

Nie wszyscy przeciwnicy rządu krytykują jednak samo weto. Janusz Cieszyński z Rozwoju Plus ocenił, że zamiast budować od podstaw kosztowny system, państwo powinno uregulować działalność obecnych dostawców i zagwarantować rodzicom bezpłatny dostęp do wszystkich najważniejszych funkcji.

Czy rodzice stracą dostęp do ocen i frekwencji?

Prezydenckie weto nie oznacza wyłączenia dzienników elektronicznych działających obecnie w szkołach. Rodzice oraz uczniowie nadal będą mogli sprawdzać oceny, nieobecności, wiadomości i plan lekcji na dotychczasowych zasadach.

Decyzja dotyczy wyłącznie planowanego systemu państwowego. W praktyce oznacza to, że szkoły pozostaną przy aplikacjach, z których korzystały do tej pory. Jeżeli dany operator pobiera opłaty za dodatkowe powiadomienia lub rozszerzone możliwości aplikacji mobilnej, weto samo w sobie nie znosi takich należności.

Nie można jednak stwierdzić, że każdy rodzic będzie musiał płacić za dostęp do eDziennika. Sposób korzystania z systemu zależy od umowy zawartej przez szkołę lub samorząd z konkretnym dostawcą. Podstawowe informacje mogą być udostępniane bez dodatkowych opłat, natomiast płatne bywają wybrane udogodnienia.

Co może wydarzyć się po prezydenckim wecie?

Ustawa wróci teraz do Sejmu. Posłowie mogą próbować odrzucić weto większością trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Jeżeli odpowiedniej większości nie uda się zebrać, przepisy nie wejdą w życie.

Rząd może również przygotować nowy projekt, uwzględniający zastrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa danych, kosztów oraz harmonogramu. Prezydent zaznaczył, że nie sprzeciwia się państwowemu eDziennikowi jako takiemu. Oczekuje jednak ponownych konsultacji z nauczycielami i ekspertami oraz dokładniejszego opisania zabezpieczeń systemu.

Na razie rodzice i uczniowie nie muszą podejmować żadnych działań. Nowy rok szkolny rozpocznie się z dotychczasowymi dziennikami elektronicznymi. Przyszłość bezpłatnego systemu państwowego będzie natomiast zależała od kolejnych decyzji parlamentu i rządu.

To też może cię zainteresować: Ksiądz powiedział, jak spowiadają się kobiety. Zwrócił uwagę na jeden szczegół

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. Dałam oszustowi wszystkie oszczędności, wierząc, że ratuję wnuka. Prawdziwy wnuk zjawił się u mnie kilka minut później