Szczególne emocje wzbudziło zachowanie mężczyzny, który zabrał z jezdni nosidełko z ośmiomiesięcznym dzieckiem. Internauci zaczęli pytać, czy nie naraził niemowlęcia na dodatkowe obrażenia. Ratownicy medyczni nie mają jednak wątpliwości.
Dramatyczny wypadek w krakowskim Podgórzu
Do zdarzenia doszło w sobotę, 22 sierpnia, przed godziną 18 w rejonie ulic Solnej i Nadwiślańskiej w Krakowie. Kierowca volkswagena zjechał z jezdni i uderzył w rodzinę idącą chodnikiem.
Poszkodowani zostali 32-letni rodzice oraz ich ośmiomiesięczny syn. Pomimo wysiłków lekarzy życia kobiety i mężczyzny nie udało się uratować. Niemowlę z poważnymi obrażeniami zostało przewiezione do szpitala.
Według ustaleń przytoczonych przez Wirtualną Polskę samochód miał poruszać się z prędkością około 70 km/h w miejscu, w którym obowiązywało ograniczenie do 30 km/h. Kierowca nie przyznał się do winy i twierdził, że stracił panowanie nad pojazdem z powodu nierównej nawierzchni.
Przechodzień natychmiast ruszył na pomoc
Pierwsze sekundy po wypadku zarejestrowała kamera samochodowa. Na nagraniu widać ludzi biegnących w kierunku poszkodowanych. Jeden z przypadkowych przechodniów zbiega ze skarpy, podnosi znajdujące się na jezdni nosidełko z dzieckiem i przenosi je w bezpieczniejsze miejsce.
Zachowanie mężczyzny wywołało dyskusję. Jedna z podstawowych zasad pierwszej pomocy mówi bowiem, że osoby poszkodowanej w wypadku nie powinno się bez potrzeby przemieszczać. Po silnym uderzeniu należy brać pod uwagę możliwość urazu kręgosłupa, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie widać jego objawów.
W tym przypadku sytuacja była jednak wyjątkowa. Niemowlę znajdowało się na jezdni, na której w każdej chwili mogły pojawić się kolejne samochody. Pozostawienie go w tym miejscu wiązało się więc z bezpośrednim zagrożeniem.
Ratownicy ocenili decyzję mężczyzny
Ratownik medyczny Adam Piechnik w rozmowie z WP wyjaśnił, że przeniesienie dziecka poza oś jezdni było rozsądną decyzją. Niemowlę znajdowało się w nosidełku lub gondoli, których konstrukcja mogła ograniczać przemieszczanie jego ciała.
Podobnie sytuację ocenił strażak Maciej Piszczek. Zwrócił uwagę, że dziecku pozostawionemu na drodze groziły kolejne urazy, między innymi potrącenie przez nadjeżdżający pojazd. W jego ocenie reakcja przechodnia była prawidłowa i zasługiwała na uznanie.
Zasada jest prosta: poszkodowanego nie należy przenosić, jeśli miejsce, w którym się znajduje, jest bezpieczne. Ewakuacja staje się jednak konieczna, gdy pojawia się ryzyko pożaru, zadymienia, kolejnego uderzenia lub potrącenia.
Kierowca trafił do aresztu
26-letni kierowca usłyszał zarzut spowodowania wypadku, w którym dwie osoby straciły życie, a trzecia doznała ciężkich obrażeń. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztowania na trzy miesiące, co potwierdzono w oficjalnym komunikacie Sądu Okręgowego w Krakowie.
Śledczy będą teraz szczegółowo odtwarzać przebieg wypadku. Kluczowe znaczenie mogą mieć nagrania, oględziny samochodu oraz opinia biegłego zajmującego się rekonstrukcją zdarzeń drogowych.
Nagranie pokazujące reakcję przechodnia przypomina również, jak ważne są pierwsze minuty po wypadku. Przed udzieleniem pomocy trzeba ocenić zagrożenie, wezwać służby pod numerem 112 i zadbać o własne bezpieczeństwo. Osoba pomagająca nie może bowiem sama stać się kolejnym poszkodowanym.
To też może cię zainteresować: Tornado spustoszyło miejscowość. Przerażające nagrania obiegły sieć
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Nowi sąsiedzi regularnie zostawiali śmieci pod moimi drzwiami": Kamera pokazała, że chodziło o coś więcej niż złośliwość