Miałam na sobie przybrudzoną sukienkę w kwiatki i plastikowe sandałki, które obcierały mi pięty. Pamiętam to uczucie w brzuchu – nie był to zwykły głód, to był palący, tępy ból, który sprawiał, że kręciło mi się w głowie. Nie jadłam od poprzedniego wieczora, bo mama znów miała „ważniejsze sprawy” i gości, którzy pili głośno w kuchni.

Weszłyśmy do małego, osiedlowego spożywczaka. Zapach świeżego chleba uderzył mnie z taką siłą, że niemal się przewróciłam. Stanęłyśmy przed ladą chłodniczą.

– Mamo... – pociągnęłam ją za rękaw wyblakłego płaszcza. – Proszę, kup mi chociaż bułkę. Tak bardzo chce mi się jeść.

Mama drgnęła, jakby ugryzł ją wąż. Odwróciła się gwałtownie, a jej twarz wykrzywił grymas, którego nigdy nie zapomnę. Nie było w nim troski, tylko czysta, rażąca nienawiść.

– Czy ty zawsze musisz czegoś chcieć?! – wrzasnęła tak głośno, że ekspedientka upuściła nóż do wędlin. – Jesteś ciężarem! Ciągle tylko jedzenie i jedzenie! Przez ciebie nie mam na nic pieniędzy!

Ludzie w sklepie zamarli. Poczułam, jak łzy palą mnie pod powiekami, ale byłam zbyt przerażona, by zapłakać na głos. Mama chwyciła mnie za ramię tak mocno, że jej paznokcie wbily się w moją chudą skórę, i popchnęła mnie w stronę regału z proszkami do prania.

– Zostań tutaj i nie ruszaj się, dopóki nie skończę. Masz być cicho! – syknęła przez zaciśnięte zęby.

Kucnęłam tam, między wielkimi workami chemii, trzęsąc się z zimna mimo panującego upału. Patrzyłam na jej plecy, gdy stała przy kasie. Widziałam, jak płaci za papierosy i butelkę taniego wina. Nie kupiła bułki. Nie kupiła nawet jabłka.

Wyszła ze sklepu szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie. Myślałam, że zaraz wróci. Że zapomniała, że po prostu musi odstawić torby do samochodu.

Minęło dziesięć minut. Potem dwadzieścia. Ekspedientka zaczęła zerkać w moją stronę z niepokojem. Ja wciąż siedziałam przy proszkach, bojąc się ruszyć, żeby nie wywołać kolejnego ataku gniewu. W mojej pięcioletniej głowie wciąż brzmiało: „Zostań tutaj”.

Po godzinie sklepowa podeszła do mnie i kucnęła obok.
– Kochanie, gdzie jest twoja mama?

– Powiedziała, że mam tu być – szepnęłam, a pierwsza łza spłynęła mi po policzku.

Kobieta wyjrzała przez szybę na pusty parking. Mamy nie było. Nie było jej też dwie godziny później, kiedy przyjechała policja. Nie było jej przez następne trzy dni, które spędziłam w izbie dziecka, trzymając w ręku bułkę, której ze strachu nie potrafiłam przełknąć.

Spotkałyśmy się dopiero w sądzie. Wyglądała na zmęczoną, ale w jej oczach wciąż widziałam tę samą irytację. Próbowała tłumaczyć, że „tylko chciała mnie nastraszyć”, że „musiałam się nauczyć skromności”.

Dziś mam trzydzieści lat. Za każdym razem, gdy wchodzę do sklepu, czuję ten sam ucisk w żołądku. Mam pełną lodówkę, a mimo to zawsze kupuję jedną bułkę więcej, na zapas. Bo głód z tamtego wtorku nigdy mnie nie opuścił. Moja mama zostawiła mnie w sklepie, ale tak naprawdę zostawiła mnie na zawsze w tym kłębiącym się lęku, że prośba o miłość jest najcięższym grzechem, jaki mogłam popełnić.

To też może cię zainteresować: Filip Gurłacz szczerze o Agnieszce Kaczorowskiej. Tego nikt się nie spodziewał

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Sąd podejmie kluczową decyzję w sprawie Zbigniewa Ziobry. Ciąży na nim 26 zarzutów