Kiedy na scenie „Sylwestra z Dwójką 2025” pojawił się Sting, polski internet zapłonął. Obecność brytyjskiej legendy w kraju nad Wisłą w tę jedną, jedyną noc, brzmiała jak scenariusz science-fiction. Jednak to, co wydarzyło się za kulisami i po zejściu artysty ze sceny, wzbudziło jeszcze większe emocje niż samo wykonanie „Every Breath You Take”.

Między disco polo a światową legendą

Przez lata przywykliśmy, że sylwestrowa oferta TVP to bezpieczna mieszanka sprawdzonych hitów, biesiady i disco polo. Rok 2026 przyniósł jednak nową jakość, która kompletnie zburzyła ten schemat. Sting nie potrzebował pirotechniki, tancerzy w piórach ani sztucznego podbijania atmosfery. Wystarczyła charyzma i gitara, by udowodnić, że prawdziwa klasa nie zna wieku.

Widzowie, przyzwyczajeni do swojskiego klimatu i jarmarcznego rozmachu, doznali estetycznego szoku. Sting przyjechał, wykonał swoje największe przeboje z chirurgiczną precyzją i... zniknął, zostawiając po sobie falę pytań o kulisy tej historycznej wizyty.

Szokujący rider Stinga czyli lekcja pokory dla polskich gwiazd

Zanim jeszcze wybrzmiały ostatnie akordy „Englishman in New York”, do mediów wyciekły informacje o wymaganiach artysty. W branży muzycznej „ridery” (listy życzeń gwiazd) bywają absurdalne: od luksusowych szampanów po konkretne kolory ręczników. Tymczasem Sting wprawił organizatorów w osłupienie swoją skromnością.

Na liście brytyjskiego gwiazdora znalazły się jedynie: woda niegazowana, świeży imbir oraz miód manuka z Nowej Zelandii. Żadnych drogich alkoholi, żadnych wymyślnych potraw. Informatorzy z kuluarów podkreślają, że tak skromne prośby bywają rzadkością nawet u rodzimych artystów, którzy często mają znacznie większe mniemanie o własnym statusie. Jak się okazuje, im większa gwiazda, tym mniej potrzebuje blasku fleszy w garderobie.

Milion złotych za kilka piosenek? TVP stawia sprawę jasno

Największą burzę wywołał jednak temat finansów. Gdy tylko Sting pojawił się na ekranach, media społecznościowe zalały spekulacje: „Ile to kosztowało?”. W obiegu krążyła elektryzująca kwota – okrągły milion złotych za krótki występ. Czy publiczny nadawca rzeczywiście wyłożył taką sumę na stół, by przyćmić konkurencję?

Redakcja Plejady postanowiła sprawdzić te doniesienia u źródła i skierowała zapytanie bezpośrednio do Telewizji Polskiej. Odpowiedź, choć krótka, ucina wszelkie nadzieje na jawność. TVP zasłoniła się „tajemnicą biznesową”, odmawiając podania jakichkolwiek szczegółów dotyczących gaży Stinga. Brak stanowczego zaprzeczenia jedynie podsycił plotki – w świecie wielkich mediów milczenie często bywa interpretowane jako potwierdzenie najbardziej śmiałych domysłów.

Klasa, której nie kupisz za żadne pieniądze

Choć oficjalna suma honorarium prawdopodobnie nigdy nie ujrzy światła dziennego, występ Stinga na przełomie 2025 i 2026 roku przejdzie do historii jako moment, w którym polska telewizja publiczna zagrała o najwyższą stawkę. Bez względu na to, czy był to milion złotych, czy kwota znacznie wyższa, Sting zostawił w Polsce coś cenniejszego niż muzyczne wspomnienie: lekcję stylu i profesjonalizmu, której nie da się kupić za żadne pieniądze.

To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Córka żąda, bym sprzedała mieszkanie i dołożyła jej do kredytu": A gdzie ja się podzieję

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Najpierw działają, potem myślą. Te 3 znaki zodiaku to najbardziej impulsywni gracze