Wszystko zostało tak, jak w ostatnim dniu: okulary na kuchennym stole, sweter przewieszony przez krzesło i niedokończona krzyżówka przy łóżku.
Moja siostra, Renata, radziła sobie ze stratą zupełnie inaczej.
— Musimy szybko uporządkować sprawy — powtarzała. — Nie możemy zostawić domu pustego na całą zimę.
Ustaliłyśmy, że spotkamy się w niedzielę razem z naszymi rodzinami. Miałyśmy przejrzeć dokumenty, podzielić pamiątki i zdecydować, co dalej zrobić z domem.
Renata poprosiła o klucze.
— Pojadę wcześniej, przewietrzę pokoje i przygotuję coś do jedzenia — zapewniła. — Ty ostatnio wszystkim się zajmowałaś. Teraz odpocznij.
Byłam jej wdzięczna. Przez ostatnie miesiące życia mamy to ja jeździłam z nią do lekarzy, gotowałam i robiłam zakupy. Renata odwiedzała ją rzadko, tłumacząc się pracą oraz obowiązkami.
W sobotę wieczorem zadzwoniła pani Irena, sąsiadka mamy.
— Czy sprzedałyście już wyposażenie domu? — zapytała.
— Jakie wyposażenie?
— Od rana wynoszą meble. Najpierw zabrali kredens, potem stół, zegar i maszynę do szycia. Teraz ładują komodę z sypialni.
Serce zaczęło mi bić szybciej.
— Kto tam jest?
— Twój szwagier i dwóch obcych mężczyzn. Renata pokazuje im, co mają zabrać.
Wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu mamy. Kiedy skręciłam w jej ulicę, zobaczyłam odjeżdżający samochód dostawczy. Na boku miał napis „Skup antyków i staroci”.
Drzwi były otwarte.
W salonie zostały jaśniejsze prostokąty na ścianach po zdjętych obrazach. Zniknął dębowy kredens po babci, stary zegar, porcelanowa zastawa i komplet srebrnych sztućców. W sypialni nie było komody ani szkatułki z biżuterią.
Renata stała pośrodku pustego pokoju z plikiem banknotów w ręce.
— Co ty robisz? — zapytałam.
— Sprzątam. Przecież po to wzięłam klucze.
— Sprzedałaś rzeczy mamy bez mojej zgody.
— To były stare graty. Ktoś musiał się ich pozbyć.
Znałam wartość tych „gratów”. Kredens pamiętał jeszcze dom naszych dziadków. Porcelanę mama dostała na ślub, a zegar naprawiał kiedyś własnoręcznie nasz ojciec.
— Gdzie jest biżuteria?
— Nie znalazłam żadnej biżuterii.
Kłamała. Widziałam to po jej twarzy.
Pani Irena przekazała mi numer rejestracyjny samochodu i nazwę firmy. Następnego ranka pojechałam do skupu antyków.
Właściciel potwierdził, że Renata sprzedała mu meble, obrazy oraz kilka pudeł z porcelaną. Zapłacił jej prawie dwadzieścia tysięcy złotych.
— Jest jeszcze coś — powiedział. — Kiedy otwieraliśmy sekretarzyk, znaleźliśmy ukrytą szufladę.
Wyjął dużą kopertę. Na niej mama napisała:
„Dla Anny i Renaty. Otworzyć tylko wtedy, gdy będziecie razem”.
Ręce zaczęły mi drżeć.
W kopercie znajdowała się kopia testamentu oraz potwierdzenie przelewu na sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Mama przekazała tę kwotę Renacie pięć lat wcześniej na zakup mieszkania. Siostra podpisała wtedy oświadczenie, że jest to rozliczenie jej części rodzinnego majątku.
Dom mama zapisała mnie.
Dołączyła krótki list:
„Renata otrzymała pieniądze wtedy, gdy ich potrzebowała. Dom zostawiam Annie, ponieważ to ona była przy mnie każdego dnia. Proszę was tylko, żebyście nie pozwoliły, by majątek zniszczył waszą więź”.
Usiadłam na krześle i rozpłakałam się. Mama do końca próbowała nas chronić. Nie przypuszczała, że Renata zacznie opróżniać dom, zanim jeszcze przeczytamy jej ostatnią wolę.
Właściciel skupu powiedział mi również, że siostra telefonowała do niego od kilku tygodni. Musiała więc planować sprzedaż jeszcze przed pogrzebem.
W niedzielę rodzinne spotkanie odbyło się zgodnie z planem. Renata przyjechała z mężem i zachowywała się tak, jakby nic się nie wydarzyło.
— Najuczciwiej będzie sprzedać dom i podzielić pieniądze po połowie — oznajmiła.
Położyłam na stole dokumenty.
Kiedy zobaczyła potwierdzenie przelewu oraz testament, pobladła.
— Mama nie wiedziała, co podpisuje — powiedziała. — To ty ją nastawiłaś przeciwko mnie.
— Nie wiedziałam o tym testamencie.
— Więc skąd go masz?
— Z sekretarzyka, który sprzedałaś obcemu człowiekowi.
Zapadła cisza. Renata próbowała przekonać rodzinę, że zabrała meble, aby zabezpieczyć je przed złodziejami. Nie potrafiła jednak wyjaśnić pieniędzy ani zniknięcia biżuterii.
Zażądałam zwrotu wszystkich przedmiotów oraz kwoty ze sprzedaży. Kiedy odmówiła, zgłosiłam sprawę prawnikowi. Część mebli udało się odzyskać, ale porcelana i zegar zostały już odsprzedane.
Siostra przestała się do mnie odzywać. Krewnym opowiada, że odebrałam jej rodzinny dom.
Nie mówi, że sama dostała wcześniej pieniądze. Nie wspomina również, że próbowała wynieść z domu wszystko, zanim poznam prawdę.
Mama bała się, że majątek podzieli jej córki.
Nie zdążyła zobaczyć, że Renata zaczęła ten podział od wynoszenia mebli, kiedy jej kwiaty na grobie nie zdążyły jeszcze zwiędnąć.
To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. Wszystkie znicze z grobu męża znikały jeszcze tego samego dnia. Zostałam na cmentarzu do wieczora i zobaczyłam, kto je zabierał
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. Na emeryturze mąż zaczął codziennie wychodzić z domu o tej samej porze. Pewnego dnia poszłam za nim