Jednym z beneficjentów został Wojewódzki Specjalistyczny Szpital Dziecięcy w Olsztynie, który otrzymał już milion złotych. Teraz pojawił się jednak problem przy znacznie większym projekcie modernizacji placówki. Dyrekcja szpitala mówi wprost, że część zapisów przygotowanej umowy jest dla niej „nie do przyjęcia”. Fundacja Cancer Fighters odpowiada, że chce w ten sposób chronić pieniądze darczyńców.

Sprawa dotyczy pieniędzy z jednej z największych akcji charytatywnych w polskim internecie. W ramach „Diss na raka”, organizowanego przez Fundację Cancer Fighters przy udziale Bedoesa 2115 i Łatwoganga, zebrano dokładnie 292 738 293,05 zł.

Środki mają trafiać m.in. na leczenie pacjentów, zakup sprzętu oraz modernizację dziecięcych oddziałów onkologicznych. Fundacja zapowiedziała także przekazanie po milionie złotych 17 placówkom.

Szpital dostał czek. Na przelew trzeba było poczekać

Olsztyński szpital znalazł się wśród placówek, którym obiecano po milionie złotych.

Jak relacjonowała „Rzeczpospolitej” dyrektorka szpitala dr Krystyna Piskorz-Ogórek, w lipcu przedstawiciele placówki otrzymali uroczysty, papierowy czek. Według przekazanych wtedy zapewnień pieniądze miały znaleźć się na rachunku do końca miesiąca.

Szpital rozpoczął więc przygotowania do zakupów. Środki mają posłużyć m.in. do stworzenia pracowni densytometrycznej oraz wyposażenia strefy dla rodziców przebywających na oddziale razem z dziećmi.

Projekt umowy placówka miała jednak otrzymać dopiero około 20 września. Po wniesieniu uwag dokument podpisano 30 września, a 1 października milion złotych wpłynął na konto szpitala.

Na tym jednak rozmowy się nie zakończyły.

Druga umowa wzbudziła znacznie większe emocje

Odrębna sprawa dotyczy planowanej modernizacji olsztyńskiej placówki finansowanej ze środków Cancer Fighters.

I właśnie tutaj pojawiły się poważniejsze zastrzeżenia.

Dyrektorka szpitala przekazała, że w projekcie umowy znajdują się zapisy, których placówka w obecnej formie nie chce zaakceptować.

Największe kontrowersje dotyczą możliwości żądania przez fundację zwrotu części lub całości przekazanych pieniędzy wraz z dodatkowymi kosztami. Maksymalna wysokość zabezpieczenia określona została na poziomie do 120 proc. wartości darowizny.

Szpital: takie zapisy są dla nas nie do przyjęcia

Mechanizm miałby działać w sytuacji, gdy podczas inwestycji pojawią się nieprawidłowości.

Chodzi m.in. o niedotrzymanie harmonogramu, niewykonanie ustalonego zakresu prac, problemy z dokumentacją lub inne istotne naruszenia zapisów umowy.

Dyrekcja zwraca jednak uwagę, że część tych warunków pozostawia fundacji dużą możliwość interpretacji.

Piskorz-Ogórek podkreśliła, że po raz pierwszy spotkała się z sytuacją, w której przy darowiźnie pojawia się możliwość żądania zwrotu pieniędzy na różnych etapach realizacji inwestycji oraz dodatkowe zabezpieczenie.

Pierwotnie fundacja miała oczekiwać również aktu notarialnego z poddaniem się egzekucji. Z tego rozwiązania później zrezygnowano, jednak w projekcie nadal ma znaleźć się inna forma zabezpieczenia.

Jest jeszcze jeden problem. Chodzi o kolejne transze

Modernizacja nie ma zostać przeprowadzona od razu.

Według dyrekcji inwestycja potrwa ponad dwa lata, a środki mają być wypłacane etapami. Szpital obawia się więc sytuacji, w której rozpocznie kosztowne prace, ale z jakiegoś powodu nie otrzyma dalszych transz.

Placówka zwróciła uwagę, że projekt umowy szczegółowo określa sytuacje, w których fundacja może domagać się zwrotu pieniędzy, ale nie daje szpitalowi analogicznego zabezpieczenia na wypadek, gdyby dalsze finansowanie zostało przerwane mimo prawidłowej realizacji projektu.

Zastrzeżenia wzbudził również zapis dotyczący sytuacji, w której szpital straciłby kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Fundacja odpowiada: 120 proc. nie oznacza kary

Cancer Fighters przedstawiło własne wyjaśnienia.

Fundacja podkreśla, że zapis dotyczący 120 proc. nie oznacza, że szpital automatycznie musiałby zwrócić 120 proc. otrzymanej darowizny.

Według organizacji jest to maksymalny poziom zabezpieczenia, który może obejmować samą kwotę wymagającą zwrotu, ustawowe odsetki za opóźnienie oraz ewentualne koszty egzekucji.

Fundacja argumentuje, że jej obowiązkiem jest pilnowanie, aby pieniądze przekazane przez setki tysięcy darczyńców zostały wykorzystane dokładnie na określony cel.

Wymienia przy tym ryzyka, przed którymi mają chronić zapisy umowy: wykorzystanie środków niezgodnie z przeznaczeniem, zawyżenie kosztów, rozliczanie niewykonanych prac, nieprawidłowości przy wyborze wykonawców czy podwójne finansowanie tych samych wydatków.

Fundacja zapewnia, że szpital będzie mógł się wyjaśnić

Cancer Fighters zaznacza również, że zwrot pieniędzy nie miałby następować automatycznie.

Najpierw fundacja musiałaby udokumentować stwierdzone nieprawidłowości i przedstawić je szpitalowi na piśmie. Placówka miałaby możliwość złożenia uwag oraz wyjaśnień.

Dopiero później możliwe byłoby określenie kwoty podlegającej ewentualnemu zwrotowi.

Fundacja podkreśla też, że jeżeli problem dotyczyłby tylko części wydatkowanych pieniędzy, mechanizm ma pozwalać na dochodzenie odpowiednio mniejszej kwoty.

Prawnik zwraca uwagę na nierówny podział ryzyka

„Rzeczpospolita” poprosiła o ocenę projektu umowy radcę prawnego specjalizującego się w ochronie zdrowia.

Michał Modro zwrócił uwagę, że przy dużej darowiźnie samo ustanowienie mechanizmu kontrolnego nie jest czymś niezwykłym. Darczyńca może bowiem określić cel przekazania pieniędzy oraz sposób ich wykorzystania.

Według prawnika problemem może być jednak konstrukcja konkretnych zapisów.

W jego ocenie obecna forma umowy przenosi znaczną część ryzyka inwestycji na szpital i daje fundacji stosunkowo dużą swobodę w ocenie, kiedy pieniądze powinny zostać zwrócone.

Rekomendował m.in. dokładniejsze określenie powodów zwrotu oraz obniżenie poziomu zabezpieczenia do maksymalnie 100 proc. faktycznie wypłaconych i nierozliczonych środków.

Nie wszystkie szpitale dostały już obiecany milion

Sprawa Olsztyna jest częścią szerszej dyskusji dotyczącej sposobu przekazywania pieniędzy z rekordowej zbiórki.

Fundacja zapowiedziała przekazanie po milionie złotych 17 dziecięcym oddziałom onkologicznym. Według informacji przekazanych przez Cancer Fighters do czasu publikacji materiału przelewy otrzymały cztery szpitale.

W przypadku sześciu kolejnych brakowało ostatnich podpisów, pięć placówek miało otrzymać darowizny rzeczowe, a jedna nie zdecydowała jeszcze, na co chce przeznaczyć przyznany milion.

Jednocześnie Cancer Fighters deklaruje, że z pieniędzy zebranych podczas akcji przeznaczono już ponad 100 mln zł na pomoc polskiej onkologii.

Pieniądze ze zbiórki są na lokacie

Duża część środków nadal pozostaje na rachunku fundacji.

Cancer Fighters przekazało „Rzeczpospolitej”, że pieniądze z akcji „Diss na raka” są przechowywane na rachunku bankowym i pracują na lokacie.

Według fundacji przyniosła ona już około miliona złotych dodatkowych odsetek, które także mają zostać przeznaczone na pomoc dzieciom chorującym na raka.

Sama akcja przyniosła ostatecznie ponad 292,7 mln zł. Fundacja informuje, że pieniądze będą wykorzystywane nie tylko na bezpośrednie wsparcie pacjentów, ale również na sprzęt, remonty i programy grantowe.

Obie strony chcą modernizacji, ale umowa wciąż wymaga uzgodnienia

Spór nie oznacza na razie, że inwestycja w Olsztynie została anulowana.

Szpital i Cancer Fighters nadal negocjują warunki. Różnica dotyczy przede wszystkim tego, jak mocno fundacja może zabezpieczyć przekazywane pieniądze i jaka część ryzyka będzie spoczywać na placówce.

Olsztyński szpital pierwszy milion już otrzymał i ma przeznaczyć go na konkretne zakupy.

Znacznie większy projekt modernizacyjny pozostaje jednak na etapie ustalania warunków.

Dyrekcja uważa część zapisów za zbyt jednostronne. Fundacja odpowiada, że przy pieniądzach pochodzących od darczyńców musi mieć narzędzia pozwalające kontrolować ich prawidłowe wykorzystanie. Dopiero dalsze negocjacje pokażą, czy obie strony znajdą rozwiązanie, które pozwoli rozpocząć inwestycję.

To też może cię zainteresować: Te 4 znaki zodiaku mają być pod szczególną ochroną do końca jesieni. Pomoc przyjdzie w odpowiednim momencie

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Wskazano datę „apokalipsy”. Do tego dnia został niewiele ponad miesiąc