Takie kartki trafiają do skrzynek mieszkańców bloków w różnych częściach Polski. Problem w tym, że zarządca budynku często nie ma z nimi nic wspólnego. Spółdzielnie ostrzegają, że część ofert jest przygotowana tak, aby lokator odniósł wrażenie, że chodzi o usługę zleconą przez administrację.
Schemat nie jest nowy, ale nadal działa. Szczególnie łatwo nabrać się wtedy, gdy ulotka dotyczy okien, drzwi, instalacji albo innej sprawy technicznej, którą przeciętny mieszkaniec kojarzy właśnie ze spółdzielnią.
WP opisuje ostrzeżenia dotyczące druków wyglądających jak oficjalne zawiadomienia. Mogą pojawiać się na nich nagłówki w rodzaju „Informacja dla mieszkańców”, terminy zapisów czy sugestie, że trwa większa akcja serwisowa. Jednocześnie nie zawsze jest jasno napisane, że chodzi po prostu o komercyjną ofertę prywatnej firmy.
Ulotka wyglądała jak pismo ze spółdzielni
Jednym z opisywanych przypadków była sytuacja w Bydgoszczy.
Fordońska Spółdzielnia Mieszkaniowa ostrzegała mieszkańców po tym, jak w skrzynkach pojawiły się druki dotyczące płatnego serwisu okien. Ulotka nosiła tytuł „Informacja dla mieszkańców” i była skonstruowana w sposób, który mógł sugerować, że usługa ma związek z administracją budynku.
Spółdzielnia wyjaśniała jednak, że nie jest organizatorem tej akcji. Część mieszkańców zgłaszała później, że chciała zamówić usługę właśnie dlatego, że była przekonana o jej związku z zarządcą.
To pokazuje, jak niewiele potrzeba, aby zwykła reklama zaczęła wyglądać jak obowiązkowy komunikat.
Nie piszą „oferta”. To może uśpić czujność
Spółdzielnia zwracała uwagę na język takich materiałów.
W reklamach tego typu może brakować oczywistych sformułowań, takich jak „oferujemy usługę”, „proponujemy zakup” czy „zapraszamy do skorzystania z oferty”. Zamiast tego pojawiają się zwroty brzmiące bardziej urzędowo albo technicznie.
To właśnie może powodować nieporozumienie.
Mieszkaniec widzi kartkę dotyczącą przeglądu okien czy instalacji i automatycznie zakłada, że jej nadawcą jest spółdzielnia. Następnie dzwoni pod wskazany numer, umawia wizytę i dopiero później dowiaduje się, że była to prywatna, płatna usługa.
Sama reklama prywatnej firmy nie oznacza oczywiście automatycznie oszustwa. Problem zaczyna się wtedy, gdy jej forma lub zachowanie przedstawiciela ma stworzyć fałszywe wrażenie, że działa on z polecenia administratora.
Mogą także zapukać bezpośrednio do drzwi
Na ulotce nie zawsze się kończy.
Z relacji spółdzielni wynika, że przedstawiciele niektórych firm chodzą również po mieszkaniach i mogą sugerować, że pojawili się za zgodą zarządcy. Szczególnie podatne na taką presję bywają osoby starsze, które nie chcą zignorować czegoś, co przedstawiane jest jako obowiązek dotyczący mieszkania.
Policja opisywała już podobne mechanizmy. Osoby podające się za pracowników administracji proponowały mieszkańcom m.in. wymianę drzwi, okien czy urządzeń gazowych, przekonując, że prace są konieczne albo mają związek ze spółdzielnią. W jednym ze starszych przypadków zatrzymany mężczyzna pobierał od lokatorów zaliczki na wymianę drzwi, mimo że administracja nie prowadziła takiej akcji.
Jedna rzecz powinna od razu wzbudzić czujność
Najbardziej podejrzana jest presja.
Jeżeli z kartki wynika, że trzeba „natychmiast” umówić przegląd, pozostało bardzo mało terminów albo brak usługi grozi bliżej niesprecyzowanymi konsekwencjami, lepiej najpierw wszystko zweryfikować.
Podobnie należy postąpić, gdy osoba stojąca pod drzwiami twierdzi, że została wysłana przez spółdzielnię, ale nie potrafi tego wiarygodnie potwierdzić.
Nie trzeba podejmować decyzji na miejscu ani wpłacać zaliczki tylko dlatego, że ktoś przekonuje, iż sprawa jest pilna.
Zadzwoń do administracji, ale nie na numer z ulotki
Najprostszym sposobem sprawdzenia informacji jest bezpośredni kontakt ze spółdzielnią lub zarządcą.
Ważny szczegół: najlepiej skorzystać z numeru, który już znamy, widnieje na oficjalnej stronie spółdzielni, czynszu albo tablicy informacyjnej na klatce. Nie warto opierać weryfikacji wyłącznie na danych kontaktowych wydrukowanych na podejrzanej kartce.
Można zapytać wprost, czy danego dnia prowadzony jest przegląd, czy administracja zleciła konkretną usługę i czy wskazana firma rzeczywiście działa na jej polecenie.
WP zwraca uwagę również na to, że prawdziwe informacje zarządcy często są publikowane na tablicach ogłoszeń w budynku, a oficjalne komunikaty powinny zawierać dane pozwalające potwierdzić ich autentyczność.
Nie wpuszczaj obcej osoby tylko dlatego, że zna adres
Sam fakt, że ktoś zna nazwę osiedla, numer budynku albo nawet nazwisko lokatora, nie potwierdza, że reprezentuje administrację.
Jeżeli wizyta nie była zapowiadana, warto poprosić o identyfikator i nazwę firmy, a następnie skontaktować się z zarządcą.
Nie należy również przekazywać nieznajomej osobie pieniędzy, danych bankowych czy dokumentów tylko dlatego, że powołuje się na spółdzielnię.
Szczególnie ostrożni powinni być seniorzy mieszkający samotnie. Policja od lat wskazuje, że właśnie takie osoby bywają wybierane przez sprawców podszywających się pod administrację, gazownię lub inne instytucje.
Kartka w skrzynce nie oznacza obowiązku
Najważniejsza zasada jest prosta: ulotka wyglądająca oficjalnie nadal może być wyłącznie reklamą prywatnej firmy.
Jeżeli dotyczy płatnego serwisu, przeglądu albo wymiany elementów wyposażenia mieszkania, a wcześniej nie było żadnego komunikatu od administracji, warto najpierw zadzwonić do zarządcy.
Kilka minut wystarczy, żeby sprawdzić, czy usługa rzeczywiście została zlecona.
Dzięki temu można uniknąć nie tylko niepotrzebnego wydatku, ale również wpuszczenia do mieszkania osoby, która bezpodstawnie powołuje się na spółdzielnię.
To też może cię zainteresować: Te znaki zodiaku mogą dostać od losu wyjątkową szansę. Najbliższe dni będą kluczowe
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Seniorzy powinni sprawdzić stare papiery. Jeden dokument może podnieść świadczenie