Potem rozpoczął się deszcz, który zdawał się nie mieć końca. Ulice zamieniały się w rwące potoki, rzeki występowały z brzegów, a nasiąknięta wodą ziemia zaczęła osuwać się na budynki. Gdy tajfun Dujuan przeszedł wzdłuż wschodniego wybrzeża Japonii, stało się jasne, że bilans będzie tragiczny.
We wtorek 22 września japońskie media informowały o co najmniej czterech ofiarach śmiertelnych. Sześć kolejnych osób uznano za zaginione. Ratownicy nadal przeszukiwali miejsca dotknięte osuwiskami, mając nadzieję, że pod warstwami błota i gruzu uda się odnaleźć ludzi żywych.
Ziemia runęła na domy
Jedna z tragedii wydarzyła się w mieście Yokosuka w regionie Kanto. Jak podawała telewizja NHK, osuwisko błotne uderzyło w dom, w którym znajdowała się kobieta po sześćdziesiątce. Nie udało się jej uratować. Pozostałe ofiary śmiertelne miały od 50 do 80 lat. Do śmiertelnych osuwisk dochodziło w prefekturach Kanagawa i Chiba.
W pobliskim mieście Miura ratownicy przekopywali zwały ziemi i szczątki budynków. Poszukiwali osoby, która zaginęła po tym, jak osuwisko uderzyło w jeden z domów. Każda kolejna godzina miała znaczenie.
Obrazy napływające z Japonii pokazują skalę żywiołu. Samochody stoją częściowo zatopione w brunatnej wodzie, mieszkańcy usuwają ciężkie błoto z ulic, a ekipy ratunkowe przemieszczają się łodziami przez zalane dzielnice.
W ciągu dwóch dni spadło niewiarygodnie dużo deszczu
Najbardziej dramatyczne dane napłynęły z wyspy Izu Oshima. W ciągu zaledwie 48 godzin spadły tam 832 mm deszczu. To około 2,4 razy więcej niż średnia suma opadów dla całego września. Był to najwyższy taki wynik w historii lokalnych pomiarów.
Rekordy padały także w innych częściach kraju. W Ichihara w prefekturze Chiba zanotowano 392,5 mm deszczu w ciągu jednej doby. Łącznie rekordowe dobowe sumy opadów odnotowano w ośmiu miejscach.
Rzeki szybko zaczęły wylewać. Jeden z mieszkańców miasta Sakura w prefekturze Chiba opowiadał Reutersowi, że woda z pobliskiej rzeki wdarła się do jego domu. Mężczyzna mieszka tam od ponad 30 lat i nigdy wcześniej nie doświadczył czegoś podobnego. Przyznał, że po przeżytym dramacie sam dźwięk kolejnych intensywnych opadów budzi w nim strach.
Blisko dwa miliony osób dostały komunikaty o ewakuacji
Tajfun sparaliżował ogromną część wschodniej Japonii. W Tokio informacje o konieczności ewakuacji skierowano do ponad 1,9 mln osób. Odwołano przeszło 275 lotów krajowych, a transport w wielu miejscach został poważnie zakłócony.
Dziesiątki tysięcy rodzin zostały również pozbawione elektryczności. Reuters, powołując się na Tokyo Electric Power Co., informował we wtorek o około 45 tys. gospodarstw domowych bez prądu.
Nagrania publikowane w internecie pokazują ludzi uciekających z ulic, którymi płynęły potężne strumienie deszczówki. W wielu miejscach niemal niemożliwe było rozpoznanie, gdzie kończy się jezdnia, a zaczyna chodnik.
Tajfun odszedł, ale zagrożenie nie minęło
We wtorek rano Dujuan zaczął oddalać się od Japonii i przemieszczał się w kierunku północno-wschodnim. W porywach wiatr osiągał wcześniej około 144 km na godz.
Odejście tajfunu nie oznaczało jednak końca niebezpieczeństwa. Japońska Agencja Meteorologiczna ostrzegła, że po ogromnych opadach grunt jest mocno nasiąknięty i niestabilny. W regionie Kanto nadal istnieje ryzyko kolejnych osuwisk.
Dla mieszkańców najbardziej dotkniętych miejsc rozpoczął się teraz kolejny etap dramatu. Jedni wracają do zalanych domów i próbują usuwać błoto. Inni czekają na wiadomości o zaginionych bliskich. A ratownicy nadal pracują tam, gdzie ziemia w jednej chwili przykryła całe fragmenty zabudowań.
To też może cię zainteresować: Poważny incydent lotniczy. Samolot runął w pobliżu bazy
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Poszukiwania Emilii Koprowskiej ruszyły na nowo. Służby zastosowały inną metodę