Gdy otwarto trumnę, okazało się, że znajduje się w niej ciało obcej kobiety. Wyjaśnianiem okoliczności zamiany zwłok zajmują się prokuratura i sanepid.
Dramatyczna pomyłka w zakładzie pogrzebowym
Do zdarzenia doszło w czerwcu 2026 roku na Dolnym Śląsku. Ciało matki pana Macieja zostało odebrane ze szpitala w Trzebnicy i przewiezione do chłodni należącej do zakładu pogrzebowego w Garbcach, położonych w pobliżu Żmigrodu.
Rodzina przygotowywała się do kremacji i pochówku. Przed ceremonią syn zmarłej chciał jednak pożegnać matkę. Po otwarciu trumny natychmiast zauważył, że doszło do tragicznej pomyłki. W środku znajdowało się ciało kobiety, której nie znał.
Mężczyzna zwrócił uwagę między innymi na brak charakterystycznych śladów medycznych, które powinny znajdować się na ciele jego matki. Jak opowiadał później mediom, wybiegł na korytarz, pytając, gdzie znajduje się jego mama. Pracownik zakładu miał początkowo sugerować, że wygląd człowieka może zmienić się po śmierci. Rodzina była jednak przekonana, że w trumnie leży inna osoba. Szczegóły sprawy opisały „Super Express” oraz „Fakt”.
Syn sam próbował odnaleźć ciało matki
Na miejsce wezwano policję, a sprawa została zgłoszona prokuraturze. W pierwszych chwilach nie było jednak wiadomo, gdzie znajduje się ciało zmarłej. Pan Maciej zaczął więc samodzielnie ustalać, z kim mogło zostać zamienione.
Poprosił o informacje dotyczące kobiet w zbliżonym wieku, które w ostatnich dniach zostały przewiezione ze szpitala w Trzebnicy do chłodni zakładu. W ten sposób udało się dotrzeć do bliskich innej zmarłej, której pogrzeb odbył się kilka dni wcześniej.
Córka tej kobiety przyjechała do krematorium i rozpoznała w przygotowanej trumnie swoją matkę. Odkrycie oznaczało, że podczas wcześniejszej ceremonii jej rodzina najprawdopodobniej pochowała prochy matki pana Macieja. Według lokalnego serwisu „Nowa Gazeta Trzebnicka” rodziny nie wiedziały wcześniej o zamianie.
Zakład pogrzebowy przedstawił swoje wyjaśnienia
Właściciel zakładu pogrzebowego przekazał mediom, że do pomyłki miało dojść podczas przygotowywania jednej ze zmarłych do pogrzebu. Jak twierdził, jej rodzina chciała samodzielnie umyć i ubrać ciało. W trakcie tych czynności miał zostać zerwany znacznik identyfikacyjny.
Według przedstawionej wersji później nie sprawdzono już prawidłowo tożsamości zmarłej. Właściciel przyznał, że pracownik nie przeprowadził wymaganej weryfikacji. Jednocześnie wskazywał, że dopuszczenie bliskich do samodzielnego przygotowania ciała było błędem.
Są to wyjaśnienia przedstawiciela firmy. Dokładne okoliczności zamiany zwłok oraz odpowiedzialność poszczególnych osób mają zostać ustalone w toku postępowania.
Wątpliwości dotyczą również ekshumacji urny
Po ujawnieniu pomyłki konieczne stało się wydobycie urny, która została wcześniej pochowana. Jak relacjonują media, właściciel zakładu miał poinformować rodziny, że uzyskał telefoniczne zgody prokuratury i sanepidu.
Na cmentarzu nie pojawili się jednak przedstawiciele tych instytucji ani miejscowy proboszcz. Urna miała znajdować się bardzo płytko pod ziemią. Po jej wydobyciu pracownik zakładu zaczął przesypywać prochy w obecności rodzin.
Prokuratura Rejonowa w Trzebnicy miała następnie poinformować pana Macieja, że nie wydawała zgody na przeprowadzenie ekshumacji. Zgodnie z przedstawionymi w mediach ustaleniami wymaganej decyzji nie wydał również sanepid. Właściciel firmy tłumaczył, że zależało mu na tym, aby zaplanowany pogrzeb mógł odbyć się w terminie.
Prokuratura prowadzi postępowanie
Prokuratura Rejonowa w Trzebnicy prowadzi postępowanie dotyczące podejrzenia znieważenia zwłok. Sprawa pozostaje na wczesnym etapie, dlatego gromadzony jest materiał dowodowy, który ma pomóc odtworzyć przebieg wydarzeń.
Czynności wyjaśniające podjął również sanepid. Jego przedstawiciel potwierdził w rozmowie z mediami, że podczas ekshumacji doszło do naruszenia obowiązujących przepisów. Wobec zakładu zastosowano pisemne pouczenie.
Szpital im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy poinformował natomiast, że zakończył współpracę z firmą pogrzebową. Dyrekcja placówki podkreśliła, że do błędnej identyfikacji nie doszło po stronie szpitala, a lecznica współpracuje z organami prowadzącymi postępowanie.
Rodzina pozostała z trudnymi pytaniami
Najbardziej bolesne dla pana Macieja jest to, że może już nigdy nie uzyskać całkowitej pewności, czy w odzyskanej urnie znajdowały się wyłącznie prochy jego matki. Kremacja niszczy materiał genetyczny, przez co przeprowadzenie standardowego badania DNA nie pozwoli rozwiać wszystkich wątpliwości.
Ostateczna ocena zdarzenia będzie możliwa dopiero po zakończeniu postępowania. Śledczy mają ustalić, w jaki sposób doszło do zamiany ciał, kto odpowiadał za ich identyfikację oraz w jakich okolicznościach przeprowadzono późniejsze czynności na cmentarzu.
To też może cię zainteresować: Biegli wrócili na miejsce wypadku Łukasza Litewki. Przeprowadzili dodatkowe pomiary
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Karol Nawrocki nagle przerwał konferencję. Wszystko przez niespodziewaną wpadkę