Jak podaje serwis "Pomponik", w lipcu bieżącego roku minie ósma rocznica śmierci Kory — charyzmatycznej artystki, która odeszła w swoim domu na Roztoczu, wśród najbliższych. Dziś do tamtych chwil wraca Kamil Sipowicz, odsłaniając w najnowszym wywiadzie wspomnienia, które mimo upływu czasu nie tracą ostrości.
Tak odeszła Kora
Czas nie wyciszył emocji, które wracają zawsze pod koniec lipca. Mija niemal osiem lat od śmierci Kora — artystki, która dla wielu była czymś znacznie więcej niż tylko głosem pokolenia. Odeszła o świcie, 28 lipca 2018 roku, w swoim domu na Roztoczu, w szczególną noc całkowitego zaćmienia księżyca, otoczona przez tych, którzy byli dla niej najważniejsi.
Jej ostatnie lata były cichą, ale niezwykle trudną walką. Choroba przyszła niespodziewanie, a diagnoza — postawiona zbyt późno — nie pozostawiała złudzeń. Mimo to artystka nie poddała się bez walki. Jak wspomina Kamil Sipowicz, udało się „wywalczyć” jeszcze pięć lat życia — lat pełnych determinacji, ale też konfrontacji nie tylko z chorobą, lecz także z bezduszną rzeczywistością systemu.
Ostatnie chwile Kory miały jednak zupełnie inny wymiar niż szpitalne korytarze. Na jej wyraźną prośbę wróciła do domu. Tam, w znajomym otoczeniu, wśród bliskich i ukochanych zwierząt, mogła odejść na własnych zasadach. Przy jej łóżku byli najbliżsi — mąż, rodzina, przyjaciele, w tym Magdalena Środa. Trzymali się za ręce, jakby chcieli zatrzymać czas choć na kilka sekund dłużej.
Mąż Kory zapamięta to na zawsze
Dla Sipowicza to doświadczenie okazało się graniczne. Po śmierci żony nie potrafił odnaleźć się w rzeczywistości — ruszył w podróż przez Europę, przemierzając Hiszpanię, Francję i Portugalię, jakby w ruchu szukał ukojenia. Jak sam przyznaje, był wtedy „w transie”, zawieszony między stratą a próbą zrozumienia tego, co nieuchronne.
"Kiedy Kora odchodziła, trzymaliśmy się wszyscy za ręce. Byli przyjaciele, rodzina i zwierzęta. Byliśmy razem do końca" - wspomina Sipowicz, cytowany przez "Pomponik".
Dziś, po latach, wraca do tych wspomnień w wywiadach — nie tylko po to, by opowiedzieć o końcu, ale by przypomnieć, jak wyglądało odchodzenie osoby, która przez całe życie szła pod prąd. Choć nie brakuje głosów, że pamięć o Korze mogłaby przybrać bardziej trwałą formę — jak fundacja czy inicjatywa wspierająca młode artystki — jedno pozostaje niezmienne: jej obecność wciąż jest odczuwalna. Nie w pomnikach, lecz w emocjach, które nadal potrafią wrócić z zaskakującą siłą.
To też może cię zainteresować: Tego nie wkładaj do święconki. Ksiądz ostrzega przed popularnym błędem
Zobacz o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Nie zawsze było idealnie. Archiwalne kadry Jolanty Kwaśniewskiej obiegły sieć
O tym się mówi: Nieokojące informacje obiegły media. Magda Gessler trafiła do szpitala