Jak podaje serwis "Pomponik", w lipcu bieżącego roku minie ósma rocznica śmierci Kory — charyzmatycznej artystki, która odeszła w swoim domu na Roztoczu, wśród najbliższych. Dziś do tamtych chwil wraca Kamil Sipowicz, odsłaniając w najnowszym wywiadzie wspomnienia, które mimo upływu czasu nie tracą ostrości.

Tak odeszła Kora

Czas nie wyciszył emocji, które wracają zawsze pod koniec lipca. Mija niemal osiem lat od śmierci Kora — artystki, która dla wielu była czymś znacznie więcej niż tylko głosem pokolenia. Odeszła o świcie, 28 lipca 2018 roku, w swoim domu na Roztoczu, w szczególną noc całkowitego zaćmienia księżyca, otoczona przez tych, którzy byli dla niej najważniejsi.

Jej ostatnie lata były cichą, ale niezwykle trudną walką. Choroba przyszła niespodziewanie, a diagnoza — postawiona zbyt późno — nie pozostawiała złudzeń. Mimo to artystka nie poddała się bez walki. Jak wspomina Kamil Sipowicz, udało się „wywalczyć” jeszcze pięć lat życia — lat pełnych determinacji, ale też konfrontacji nie tylko z chorobą, lecz także z bezduszną rzeczywistością systemu.

Ostatnie chwile Kory miały jednak zupełnie inny wymiar niż szpitalne korytarze. Na jej wyraźną prośbę wróciła do domu. Tam, w znajomym otoczeniu, wśród bliskich i ukochanych zwierząt, mogła odejść na własnych zasadach. Przy jej łóżku byli najbliżsi — mąż, rodzina, przyjaciele, w tym Magdalena Środa. Trzymali się za ręce, jakby chcieli zatrzymać czas choć na kilka sekund dłużej.

Kora/YouTube @Paula Rodak
Kora/YouTube @Paula Rodak
Kora/YouTube @Paula Rodak

Mąż Kory zapamięta to na zawsze

Dla Sipowicza to doświadczenie okazało się graniczne. Po śmierci żony nie potrafił odnaleźć się w rzeczywistości — ruszył w podróż przez Europę, przemierzając Hiszpanię, Francję i Portugalię, jakby w ruchu szukał ukojenia. Jak sam przyznaje, był wtedy „w transie”, zawieszony między stratą a próbą zrozumienia tego, co nieuchronne.

"Kiedy Kora odchodziła, trzymaliśmy się wszyscy za ręce. Byli przyjaciele, rodzina i zwierzęta. Byliśmy razem do końca" - wspomina Sipowicz, cytowany przez "Pomponik".

Dziś, po latach, wraca do tych wspomnień w wywiadach — nie tylko po to, by opowiedzieć o końcu, ale by przypomnieć, jak wyglądało odchodzenie osoby, która przez całe życie szła pod prąd. Choć nie brakuje głosów, że pamięć o Korze mogłaby przybrać bardziej trwałą formę — jak fundacja czy inicjatywa wspierająca młode artystki — jedno pozostaje niezmienne: jej obecność wciąż jest odczuwalna. Nie w pomnikach, lecz w emocjach, które nadal potrafią wrócić z zaskakującą siłą.

Kamil Sipowicz i Kora / YouTube: Magazyn VIVA!
Kamil Sipowicz i Kora / YouTube: Magazyn VIVA!
Kamil Sipowicz i Kora / YouTube: Magazyn VIVA!

To też może cię zainteresować: Tego nie wkładaj do święconki. Ksiądz ostrzega przed popularnym błędem

Zobacz o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Nie zawsze było idealnie. Archiwalne kadry Jolanty Kwaśniewskiej obiegły sieć

O tym się mówi: Nieokojące informacje obiegły media. Magda Gessler trafiła do szpitala