Leżały tylko jajka w koszyku, czekające na farby, na wzory, na ten moment, kiedy dom zacznie pachnieć świętami.
Dziś 31 marca. Za kilka dni Wielkanoc.
I po raz pierwszy od dawna nie wiedziałam, czy chcę ją obchodzić tak jak zawsze.
— Zaprosisz ją w końcu? — zapytała siostra, odkładając siatkę z zakupami na stół.
Zamarłam.
— Nie wiem — odpowiedziałam.
— Przecież to twoja córka.
Te słowa bolały. Bo była. Tylko jakby coraz dalej.
— Dzwoniłaś do niej? — dopytała.
Pokręciłam głową.
— Boję się.
Siostra prychnęła.
— Czego?
Spojrzałam na stół. Na puste miejsce, które od dwóch lat zostawało nieobsadzone.
— Tego, co będzie przy tym stole.
Ostatni raz widziałam córkę zimą. Stała w drzwiach, inna niż kiedyś. Spokojniejsza, ale jakby… obca.
Obok niej on. Mój zięć.
— Mamo, my żyjemy inaczej — powiedziała wtedy.
Uśmiechnęłam się.
— Każdy żyje inaczej.
Ale szybko zrozumiałam, co miała na myśli.
— Nie jemy tego, co wy — tłumaczyła. — I nie obchodzimy świąt w tradycyjny sposób.
Nie jadła jajek. Na Wielkanoc. Nie święciła koszyczka. Nie chciała dzielić się jajkiem.
— To nie jest nasze — powiedziała.
Nasze. To słowo bolało najbardziej. Bo ja już nie byłam częścią tego „nas”. Kilka dni temu zadzwoniła.
— Mamo, jeśli nas zaprosisz… przyjdziemy.
Serce mi wtedy przyspieszyło.
— Naprawdę?
— Tak. Ale na naszych zasadach.
Zacisnęłam palce na telefonie.
— Jakich?
— Bez mięsa, bez jajek, bez święcenia. I bez zmuszania do tradycji.
Cisza.
— To Wielkanoc… — wyszeptałam.
— Dla ciebie — odpowiedziała spokojnie.
Odłożyłam telefon i długo siedziałam w ciszy. Wyobraziłam sobie wszystko.
Stół. Rodzinę. Śmiech. I ich. Z własnym jedzeniem. Z własnymi zasadami. I spojrzenia.
— Oni tak zawsze?
— Nawet jajek nie jedzą?
— Co to za święta?
Znałam swoją rodzinę. Za dobrze.
— No i co? — zapytała siostra, wyrywając mnie z zamyślenia. — Zaprosisz ich czy nie?
Spojrzałam na nią.
— Chcę.
— To zaproś.
Cisza.
— Wstydzę się — powiedziałam w końcu.
Siostra zmarszczyła brwi.
— Ich?
Pokręciłam głową.
— Tego, co będzie.
Bo wiedziałam, że nie zatrzymam komentarzy. Że nie będę umiała ich obronić. Że będę siedzieć między nimi a resztą i czuć, jak wszystko się rozpada.
Wieczorem wzięłam telefon. Długo patrzyłam na jej numer. A potem zadzwoniłam.
— Mamo? — odezwała się.
— Przyjdziecie na Wielkanoc? — zapytałam.
Cisza.
— Na pewno chcesz?
Zawahałam się. Na moment. Na jedną krótką chwilę.
— Tak.
— Nawet jeśli będzie inaczej niż zawsze?
Spojrzałam na koszyk z jajkami. Na tradycję. Na wszystko, co znałam.
— Tak — powtórzyłam.
Długa cisza.
— Dobrze — powiedziała w końcu.
Rozłączyłam się.
Usiadłam.
Serce biło mi szybko. Bo wiedziałam jedno: za kilka dni, przy tym stole… nie będzie już tak jak kiedyś.
I może właśnie to bolało najbardziej.
To też może cię zainteresować: Popularny lek natychmiast wycofany z aptek w całej Polsce. Jest decyzja GIF
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Jest najnowszy sondaż. Jedna z partii ma powody do radości