Ostatni rok był dla nas z mężem morderczy – praca, remont i dwuletnia córeczka, która niemal nie sypiała w nocy. Kiedy planowaliśmy urlop w Grecji, mama sama wyszła z inicjatywą.

– Kupcie mi bilet i miejsce w hotelu – powiedziała z uśmiechem. – Ja będę zajmować się małą, wyjdę z nią na spacer, pobawię się w cieniu, a wy będziecie mogli w końcu pójść na kolację tylko we dwoje albo po prostu przespać trzy godziny na plaży. To będzie mój prezent dla was.

Zgodziliśmy się z wdzięcznością. Choć budżet mieliśmy napięty, opłaciliśmy jej luksusowy hotel i pakiet All Inclusive. Cieszyliśmy się jak dzieci, że w końcu odpoczniemy.

Rozczarowanie przyszło już pierwszego ranka. Kiedy o dziewiątej rano podałam mamie wózek z małą, bym mogła pójść pod prysznic, ona tylko spojrzała na mnie znad filiżanki kawy.

– Kochanie, spójrz na to słońce – szepnęła, poprawiając okulary przeciwsłoneczne. – Moje ciśnienie fatalnie znosi upały. Nie mogę teraz biegać za dzieckiem po piasku. Muszę trochę odpocząć, nacieszyć się widokiem. Przecież to też moje wakacje, prawda?

Zamurowało mnie. Ale to był dopiero początek. Przez kolejne siedem dni scenariusz się powtarzał. Mama jako pierwsza zajmowała najlepszy leżak w cieniu, zamawiała drinki i znikała w spa. Gdy tylko mała zaczynała płakać lub marudzić, mama nagle „źle się czuła” albo „właśnie szła na drzemkę”.

Zamiast romantycznych kolacji, mieliśmy z mężem dyżury przy łóżeczku. Zamiast pływania w morzu, zmienialiśmy pieluchy w upale, patrząc, jak mama w nienagannym kostiumie kąpielowym przechadza się brzegiem basenu, nie rzucając nawet okiem w stronę wnuczki.

Szczyt wszystkiego nastąpił czwartego dnia. Chcieliśmy wyjść na godzinną kolację przy zachodzie słońca. Poprosiliśmy mamę, by została w pokoju z małą, która już spała.

– Och, dzieci, ale ja obiecałam paniom z recepcji, że pójdę z nimi na wieczór z grecką muzyką – oświadczyła, malując usta. – Nie możecie być tacy egoistyczni. Ja też potrzebuję rozrywki. Weźcie małą ze sobą, przecież w wózku pośpi.

Stałam tam, patrząc na moją mamę, za której wakacje zapłaciłam oszczędnościami z kilku miesięcy, i czułam, jak wzbiera we mnie płacz z bezsilności. Byliśmy dla niej tylko „biurem podróży”, które zapewniło jej darmowy luksus.

Wróciłam z tych wakacji bardziej zmęczona niż przed wylotem. Na lotnisku mama uścisnęła nas serdecznie.

– Było cudownie, dzieci! Naprawdę odpoczęłam, czuję się jak nowo narodzona. Musimy to powtórzyć za rok!

– Nie powtórzymy tego, mamo – powiedziałam spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. – Za te pieniądze moglibyśmy mieć nianię, która faktycznie by nam pomogła. Ty po prostu nas wykorzystałaś.

Mama obraziła się śmiertelnie. Do dziś opowiada rodzinie, jaka jestem niewdzięczna, bo przecież „była z nami i dotrzymywała nam towarzystwa”. Zrozumiałam wtedy jedną rzecz: nie kupisz pomocy od kogoś, kto widzi tylko własną wygodę. Nawet jeśli tą osobą jest twoja własna matka. Te wakacje kosztowały nas fortunę, ale przynajmniej teraz już wiem, na kogo mogę liczyć. Na nikogo poza mną i mężem.

To też może cię zainteresować: Fani Michała Szpaka długo na to czekali. Artysta potwierdził

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Takie wieści o Kamilu Stochu. Nie wszyscy o tym wiedzieli