Że nikt nigdy nie zajmie miejsca jej mamy i że ja będę dla niej całym światem. Trzymałem ją wtedy za małą, drżącą rączkę nad grobem i wierzyłem w każde swoje słowo.
Wszystko zmieniło się dwa lata później, gdy w moim życiu pojawiła się Patrycja. Była dwadzieścia lat młodsza, piękna, pewna siebie i pachniała luksusem, którego tak bardzo pragnąłem po latach żałoby. Straciłem dla niej głowę. Stałem się nastolatkiem, który widział tylko jej uśmiech, ignorując fakt, że Maja z każdym dniem stawała się w naszym domu coraz bardziej przezroczysta.
Konflikt narastał miesiącami. Patrycja nie chciała być „macochą”. Drażniły ją porozrzucane zabawki Mai, jej płacz w nocy, a przede wszystkim to, że przypominała moją zmarłą żonę. Miesiąc po naszym ślubie, Patrycja spakowała walizkę i postawiła ją w przedpokoju.
– Nie mogę tak żyć, Marek – powiedziała, a jej głos był zimny jak lód. – Twoja córka zawsze będzie między nami. Każdy jej uśmiech to dla mnie przypomnienie o twojej przeszłości. Albo stworzymy prawdziwą, nową rodzinę tylko we dwoje, albo ja odchodzę. Wybieraj: ja albo ona.
Zapanowała cisza, w której powinienem był wyrzucić Patrycję za drzwi. Ale spojrzałem na jej idealną twarz, pomyślałem o samotności, która mnie przerażała, i... pękłem.
– Maja pojedzie do mojej matki – szepnąłem, nie patrząc Patrycji w oczy. – Mama jest surowa, ale dobrze ją wychowa. Tam będzie miała dyscyplinę.
Moja matka, babcia Mai, była kobietą o sercu z kamienia. Uważała, że dzieci należy „trzymać krótko”, a rozpieszczanie to grzech. Kiedy podjechałem pod jej stary, odrapany dom na wsi, Maja kurczowo trzymała się mojego rękawa.
– Tato, dlaczego mnie tu zostawiasz? – pytała, a łzy żłobiły ślady na jej brudnej od podróży buzi. – Przecież obiecałeś. Ja będę grzeczna, obiecuję! Nie będę przeszkadzać pani Patrycji!
Moja matka stała w progu, skrzyżowawszy ręce na piersiach.
– Zostaw ją, Marek. Zrobię z niej porządną kobietę, skoro ty nie potrafisz. Idź do tej swojej młódki, baw się dobrze.
Odwróciłem się. Nie pożegnałem się, nie przytuliłem jej ostatni raz. Słyszałem tylko jej przeraźliwy krzyk i bębnienie małych piąstek o zamknięte drzwi domu mojej matki. Wróciłem do samochodu, w którym czekała uśmiechnięta Patrycja.
Minął rok. Mieszkamy w nowym, sterylnym apartamencie. Patrycja jest szczęśliwa, ciągle planuje wakacje i kolacje ze znajomymi. A ja? Ja budzę się w nocy, słysząc w głowie krzyk Mai.
Dzwoniłem do matki. Powiedziała krótko: „Dziecko milczy, pracuje w ogrodzie, wykonuje polecenia. Nie pytaj o nią, skoro jej nie chciałeś”. Nie pojechałem tam ani razu. Boję się spojrzeć w te piwne oczy, które kiedyś patrzyły na mnie z uwielbieniem, a w których teraz pewnie znajdę tylko lód i nienawiść.
Wybrałem kobietę, która dała mi namiętność, ale w zamian zabrała mi duszę. Zostawiłem własne, osierocone dziecko w rękach kobiety, która nie zna litości, tylko dlatego, by nie psuć nastroju swojej młodej żonie. Jestem mężem pięknej kobiety, ale jako człowiek i ojciec – przestałem istnieć tamtego dnia na progu domu mojej matki.
To też może cię zainteresować: Samolot z 55 pasażerami runął w wodę tuż po starcie! Oto co zrobił pilot
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Masz ten produkt w domu. Aldi wycofuje go ze sprzedaży