Marzyłam o jednym: o słońcu, szumie fal i ciszy, której nie przerywa wołanie o sok czy pomoc w układaniu klocków. Kiedy moja mama, Elżbieta, zaproponowała, że zajmie się sześcioletnim Antkiem i trzyletnią Zuzią przez tydzień, poczułam, jakby ktoś zdjął mi z barków głaz.

– Odpocznij, córeczko – powiedziała wtedy z uśmiechem, głaszcząc mnie po policzku. – Zasłużyłaś. Ja się nimi zajmę, babcia od tego jest.

Wyleciałam na Kretę. Przez siedem dni byłam „Anną”, a nie „mamą”. Czytałam książki, piłam zimne wino i w końcu zaczęłam oddychać. Wróciłam odmieniona, stęskniona za dziećmi, z torbą pełną prezentów dla mamy – drogimi perfumami i jedwabną apaszką, by podziękować za jej poświęcenie.

Weszłam do mieszkania mamy, promieniując energią. Dzieci rzuciły mi się na szyję, a mama stała z boku, z filiżanką herbaty w dłoni, patrząc na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.

– Jak było? – zapytała krótko.

– Cudownie, mamo. Naprawdę tego potrzebowałam. Dziękuję ci z całego serca, jesteś aniołem.

Wtedy mama podeszła do kredensu i wyciągnęła białą kopertę. Położyła ją na stole przed moimi oczami.

– Cieszę się. Ale to był ciężki tydzień. Zuzia miała humory, Antek zbił wazon... Moje plecy ledwo to wytrzymały.

Zmarszczyłam brwi, myśląc, że to może lista rzeczy, które muszę dokupić do domu. Otworzyłam kopertę. W środku była starannie zapisana kartka z nagłówkiem: „Rozliczenie opieki nad wnukami”.

Opieka (7 dni x 24h): 1400 zł

Wyżywienie (standard premium): 300 zł

Rekompensata za straty moralne (hałas, stres): 300 zł

Suma: 2000 zł

Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Spojrzałam na mamę, szukając w jej oczach żartu, błysku rozbawienia. Nic. Były zimne jak lód.

– Mamo, co to jest? – wykrztusiłam.

– To rachunek, Aniu. Przez tydzień pracowałam na pełny etat, bez przerwy. Gdybyś wynajęła nianię, zapłaciłabyś dwa razy tyle. Rodzina rodziną, ale mój czas i zdrowie mają swoją cenę.

– Ale przecież sama proponowałaś... Mówiłaś, że babcia jest od tego...

– Mówiłam, żebyś odpoczęła. I odpoczęłaś. Teraz czas zapłacić za usługę. Chyba nie myślałaś, że będę darmową służbą, podczas gdy ty wygrzewasz się w słońcu?

W tamtej chwili prezent w mojej torebce – ta jedwabna apaszka – wydał mi się żałosnym żartem. Moja mama nie chciała podziękowania. Chciała przelewu.

Wyciągnęłam telefon i w absolutnej ciszy, przy dzieciach bawiących się na dywanie, zrobiłam przelew. Dwa tysiące złotych. Cena mojego spokoju. Cena mojego tygodnia na Krecie.

– Pieniądze są już na twoim koncie – powiedziałam, biorąc dzieci za ręce.

– Świetnie. To kiedy następne wakacje? – zapytała z upiorną uprzejmością, chowając kartkę do szuflady.

Spojrzałam na nią ostatni raz, czując, że te wakacje były najdroższymi w moim życiu. Nie przez hotel, nie przez lot, ale przez to, że właśnie straciłam mamę, a zyskała jedynie... kontrahenta.

– Nigdy, mamo. Na następne wakacje po prostu mnie nie stać.

To też może cię zainteresować: Samotny pies przywiązany do śmietnika w Poznaniu. To, co zrobiła kobieta, wzrusza

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Seniorzy bali się kosztów. Ministerstwo mówi jasno: będzie za darmo