Historia Anita Szydłowska i Adrian Szymaniak znów poruszyła tysiące osób w całej Polsce. Tym razem nie chodzi jednak o miłosne decyzje, lecz o dramatyczną walkę o zdrowie i przyszłość.
Z programu telewizyjnego do prawdziwego życia
Ich relacja narodziła się w trzeciej edycji programu Ślub od pierwszego wejrzenia i szybko stała się wyjątkiem w świecie telewizyjnych formatów. Gdy kamery zniknęły, ich małżeństwo nie tylko przetrwało, ale rozwinęło się w stabilny związek, który zdobył ogromną sympatię widzów. Fani towarzyszyli im w codzienności, radościach i momentach słabości, nie spodziewając się jednak, że nadejdzie aż tak trudna próba.
Diagnoza, która zmieniła wszystko
W 2025 roku życie pary zostało brutalnie zatrzymane przez diagnozę. U Adriana wykryto glejaka IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. Od tego momentu ich codzienność podporządkowana została leczeniu, hospitalizacjom i nieustannej niepewności. W obliczu choroby zdecydowali się nie odkładać tego, co dla nich najważniejsze, i w grudniu wzięli ślub kościelny, odnawiając przysięgę w gronie najbliższych.
Ta uroczystość była pełna symboliki i wzruszeń. Wiedzieli, że przyszłość jest nieprzewidywalna, ale chcieli przeżyć ten moment razem, bez czekania na „lepszy czas”.
Nadzieja okazała się krucha
Po miesiącach intensywnego leczenia pojawiła się iskra optymizmu, jednak styczniowa kontrola przyniosła wiadomość, której nikt nie chciał usłyszeć. Lekarze wykryli wznowę guza. Dla Anity i Adriana oznaczało to bolesny powrót do punktu wyjścia. Musieli przerwać część zaplanowanych terapii i wrócić do domu, by na nowo poukładać plan dalszej walki.
Anita w szczerych wpisach w mediach społecznościowych przyznała, że to moment ogromnego smutku i bezradności. Jej słowa poruszyły obserwatorów, którzy od dawna śledzą ich losy i czują się częścią tej historii.
Codzienność podporządkowana chorobie
Od chwili diagnozy życie pary zmieniło się nie do poznania. Choroba Adriana wymagała nie tylko siły psychicznej, ale też ogromnych nakładów finansowych. Część terapii i specjalistycznych zabiegów nie jest refundowana, dlatego Anita i Adrian zdecydowali się otwarcie mówić o zbiórkach i przyjmować pomoc od ludzi, którzy chcieli ich wesprzeć.
W swoich relacjach nie ukrywają emocji. Pokazują zarówno momenty radości z drobnych postępów, jak i chwile zwątpienia. Po informacji o wznowie guza ich przekaz stał się jeszcze bardziej poruszający i bezpośredni, pozbawiony filtrów i upiększeń.
Wsparcie, które daje realną nadzieję
Mimo dramatycznych okoliczności para nie traci wiary w sens dalszej walki. Dzięki zaangażowaniu darczyńców udało się sfinalizować zakup specjalistycznego sprzętu, który ma wspierać terapię i codzienne funkcjonowanie Adriana. Dla Anity był to jeden z tych momentów, które – mimo złych wiadomości – przyniosły ulgę i wdzięczność.
Podkreślała, że to właśnie chwila, w której wsparcie innych ludzi zaczyna realnie pomagać, a nie jest jedynie symbolicznym gestem. Takie momenty pozwalają im spojrzeć w przyszłość z odrobiną nadziei.
Historia, która wykracza poza show-biznes
Losy Anity i Adriana przestały być wyłącznie wątkiem znanym z telewizji. Stały się opowieścią o miłości wystawionej na ekstremalną próbę, o kruchości zdrowia i o sile wspólnoty. Setki komentarzy, wiadomości i słów wsparcia pokazują, jak bardzo ich historia poruszyła ludzi, którzy często nigdy nie spotkali ich osobiście.
Nie są sami w tej walce
Para wielokrotnie podkreśla, że każda dobra myśl, modlitwa i wiadomość dodają im sił w najtrudniejszych momentach. Choć dziś mówią wprost o poczuciu cofnięcia się do punktu wyjścia, nie zamykają się na przyszłość. Proszą jedynie o dalsze wsparcie i trzymanie kciuków za kolejne etapy leczenia.
Ich historia przypomina, że nawet gdy droga staje się wyjątkowo kręta, obecność drugiego człowieka i solidarność innych mogą stać się fundamentem, na którym buduje się nadzieję – nawet w najciemniejszym momencie.
To też może cię zainteresować: Z życia wzięte. "Przypadkiem usłyszałam, jak teściowa mnie obgaduje": Zapomniała, że odłożenie telefonu nie kończy rozmowy
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Z życia wzięte. "Teściowa powiedziała, że jem za dużo": Tego dnia postanowiliśmy: koniec z tym