Mówiła niewiele, najczęściej „dzień dobry” i „czy może pani pomóc”.
Na początku to były drobiazgi. Wynieść śmieci, przynieść zakupy, odebrać leki z apteki. A ja? Miałam czas. Dzieci dorosły, mąż w pracy, dom pusty.
Było mi jej po prostu żal. Zaczęła się otwierać.
Opowiadała o młodości, o tym, że wszyscy ją zostawili. O samotnych świętach. O chorobach.
Słuchałam. Czasem przynosiłam zupę. Pomagałam sprzątać przed wizytą pielęgniarki.
Mówiła:
— „Jest pani jak córka, której nigdy nie miałam.”
Uwierzyłam. Bo dobro wraca, prawda?
Ale z czasem prośby zamieniły się w żądania.
— „Trzeba mi pomalować kuchnię.”
— „Dlaczego nie może pani iść po zakupy wieczorem?”
— „Przecież i tak pani nic nie robi.”
Coraz częściej zaczynała zdaniami:
— „Skoro już się pani zaangażowała...”
I któregoś dnia – po kilku tygodniach zmęczenia, własnych problemach i bólu pleców – powiedziałam:
— „Pani Heleno, dziś nie dam rady. Mam swoje sprawy.”
Cisza. A potem zimne spojrzenie.
— „Aha. Czyli jak nie ma korzyści, to już pani nie taka dobra.”
Zatkało mnie.
— „Ale ja nic nie chcę w zamian…”
— „Wszyscy tacy jesteście. Udajecie, a potem zostawiacie. Nikomu nie można ufać.”
Później zaczęła rozpowiadać po sąsiadach, że ją wykorzystałam.
Że ją oszukałam. Że obiecywałam, a teraz się wypieram. Nikt nie zapytał, jak było naprawdę. Nikt nie pomyślał, że może ta dobroć miała granice. Że pomoc to nie obowiązek, tylko wybór.
Dziś mijamy się na klatce bez słowa.
Jej spojrzenie – twarde, pełne goryczy.
A we mnie zostało coś, co boli bardziej niż zmęczenie: rozczarowanie. Bo chciałam dobrze. Nie dla podziękowań. Dla człowieka.
Ale zrozumiałam, że nie każdy potrafi przyjąć dobro bez próby zagarnięcia całego ciebie.
Czasem litość prowadzi prosto w sidła manipulacji.
I nie zostaje po niej nic…Tylko cicha, pusta klatka schodowa.
To też może cię zainteresować: Niecodzienne sceny w Sejmie. Zaczęło się od wejścia Jarosława Kaczyńskiego na mównicę
Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Anioł Stróż ich nie opuszcza. Urodzeni w tym miesiącu mają wyjątkowe przeznaczenie