W sobotę, 29 marca o godz. 23:15 czasu hawajskiego, w swoim domu w Waimanalo na Hawajach, zmarł Richard Chamberlain. Miał 90 lat. Przyczyną śmierci były powikłania po udarze – poinformował amerykański magazyn „Variety”.

Choć przez ostatnie lata unikał medialnego zgiełku, Richard Chamberlain na zawsze pozostanie w pamięci widzów jako niezrównany ojciec Ralph z „Ptaków ciernistych krzewów”, John Blackthorne z „Szoguna” czy legendarny Dr Kildare. Jego obecność na ekranie była czymś więcej niż aktorstwem – była emocją, klasą, subtelnością.

Przez dekady budował swoją pozycję jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych aktorów światowej telewizji i filmu. Zdobywca trzech Złotych Globów, mistrz ekranowych metamorfoz i ról, które przeszły do historii.

W latach 80. był absolutnym fenomenem – twarzą najchętniej oglądanych miniseriali dekady. Pokolenia widzów przeżywały wraz z nim ekranowe dramaty, miłości i rozterki, a jego charyzma przyciągała przed telewizory miliony.

Richard Chamberlain nie tylko grał – był artystą. Interesował się również malarstwem i muzyką, a sztuka towarzyszyła mu przez całe życie.

Po latach spędzonych w blasku fleszy, aktor wybrał spokój – zamieszkał na Hawajach, z dala od świateł Hollywood. To właśnie tam zakończyła się jego życiowa podróż.

Choć odszedł, jego dorobek pozostaje żywy – role, które wciąż poruszają, kadry, które zapisały się w historii, i wspomnienia, które będą z nami jeszcze przez wiele lat.

Dziękujemy, Richardzie. Za każdą chwilę wzruszenia, każdą scenę i każde spojrzenie.

To też może cię zainteresować: Przepowiednia „Żywego Nostradamusa” mrozi krew w żyłach. Tak może zacząć się trzeci konflikt światowy

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: W rodzinie królewskiej znów napięcia. Wszystkie oczy znów na księcia Harry’ego