Wrzucają dzieci w plastikowych torbach do rzeki. To codzienność dla mieszkańców tej wioski

To w plastikowych torbach w filmach grozy najchętniej ukrywane są ludzkie szczątki. Scenariusze do tych filmów często pisze samo życie. Nie brak makabrycznych historii, które można by zamienić w pełen przemocy thriller. I choć to, co robią mężczyźni w jednej z wiosek w Wietnamie, również wygląda na jeden z takich dramatów, w rzeczywistości jest bardziej smutne niż krwawe.

.

To, co dla nas wygląda strasznie i makabrycznie, jest codziennością dla mieszkańców wioski Huoi Ha w Wietnamie. Lokalnej społeczności nie dziwią obrazki z mężczyznami, którzy karzą wchodzić dzieciom do plastikowych toreb, zamykają je i ładują maluchy do rwącej rzeki Nam Chim. Nie dziwi, bo choć wygląda to okrutnie, w rzeczywistości to często jedyna szansa na to, by maluchy mogły pójść do szkoły!

.

W porze suchej dzieci przechodzą przez rwący strumień po prowizorycznych bambusowych mostach. Jednak w porze deszczowej, kiedy wody przybywa, po przeprawach nie ma już śladu. Dzieci muszą uciekać się do tratw, aby dostać się z punktu A do punktu B. Często jednak sklecone nie dość dobrze tratwy rozpadają się, albo nurt jest zbyt silny i maluchy znikają pod wodą. Wiele z tych historii kończy się tragicznie.

.

Kochający rodzice nie chcieli, by dzieci rezygnowały z edukacji. Pragnęli dla nich lepszego życia. Nie chcieli też, by ich pociechy ryzykowały, przeprawiając się przez niebezpieczną wodę. Wpadli więc na przedziwny pomysł. Zaczęli zamykać uczniów w dużych plastikowych torbach i w ten sposób przeprawiać się z nimi przez rzekę.

.

Cała wioska Huoi Ha to 75 gospodarstw domowych i około 500 osób. Do przenoszenia dzieci przez wodę oddelegowani są najsilniejsi ojcowie, którzy pływają najlepiej. Do tej pory dobrze radzili sobie z tym zadaniem i wszystkim przenoszonym przez Nam Chim maluchom udało się dotrzeć do szkoły. Wymagało to niezwykle silnej woli ze strony rodziców, którzy brali na siebie odpowiedzialność za życie swoje i dzieci.

.

Nie obyłoby się też bez determinacji po stronie dzieci, które po pokonaniu rzeki maszerują do szkoły, przez 5 godzin brocząc po grząskim terenie. Miejscowi wiedzą, że to ryzykowne, ale upierają się, że taka forma przeprawy jest bezpieczniejsza niż zabójcze tratwy. Patrząc na te obrazki w pierwszej chwili możemy pomyśleć:

Co za potwory wrzucają dzieci w plastikowych torbach do rzeki?

.

Potworni nie są jednak rodzice, a niesprawiedliwy świat, w którym przyszło żyć tym ludziom. To, co my mamy na wyciągnięcie ręki, oni zdobywają z największym trudem. Wszystko okupione jest nadludzkim poświęceniem.

Często zastanawiamy się, czemu Azjaci są takimi geniuszami. Skąd u nich tak wielki talent i ogromna wiedza. Być może to właśnie te dzieci, które by zdobyć edukację, musiały poświęcać długie godziny na marsz po kostki w błocie. Może to te dzieci, które dzięki nieustraszonym rodzicom mogły dotrzeć do szkoły?

.

Na pewno to ludzie, którzy doceniają to, co mają, bo wiedzą, jak strasznie trudno było to zdobyć. Pamiętajcie o tym, gdy następnym razem wasz maluch zacznie marudzić, że nie chce iść do szkoły.

źródło: jestpozytywnie.pl

Share