„Walczę i wiem, że wygram tę walkę”. Janina Ochojska cały czas jest w szpitalu.

– Nie sądziłam, że mogę mieć aż tak dobry rezultat, bo jednak moja kampania trwała krótko i to nie tylko ze względu na chorobę, ale też ze względów finansowych. Nie miałam pieniędzy na kampanię albo inaczej – miałam ich bardzo mało. Jak obliczyliśmy wraz z moją ekipą, jeden głos kosztował nas ok. 26 groszy – mówi w wywiadzie dla Onetu przyszła europosłanka Janina Ochojska.

Tomasz Pajączek, dziennikarz: Jak się pani czuje?

Janina Ochojska, szefowa PAH, która zdobyła mandat europosła: Dobrze. Cały czas jestem w szpitalu. Czekam na rezonans magnetyczny. Po chemii skoczyły mi nieco wyniki i muszę przejść jeszcze badania.

Czyli to do szpitala w Krakowie docierały i docierają gratulacje?

Tak. Odbieram telefony, SMS-y, e-maile. Bardzo dużo wpisów jest też w mediach społecznościowych. Cały czas staram się wszystkim odpowiedzieć. Naprawdę jest tak dużo ludzi, którzy uwierzyli, że mogę coś zrobić i zmienić, i jestem im za to strasznie wdzięczna. Przed chwilą obejrzałam materiał o młodych ludziach. Doskonale ich rozumiem, że oni politykom zwyczajnie nie wierzą.

Każdy mówi coś innego, a wszystko to wymieszane jest w kłótni. Ale tak sobie myślę, czy nie dotarło do nich, że są takie osoby, jak Magda Adamowicz, Michał Wawrykiewicz, czy ja. Jesteśmy spoza polityki, spoza partii. Myślę, że w tej kwestii więcej mnie łączy z takimi młodymi. Oczywiście mam inne doświadczenie.

„Czego chcą młodzi ludzie? Niech nam to powiedzą. Bardzo ich o to proszę”

Mówi pani, że rozumie młodych, a dziwi się, że jest spora grupa obojętnych, którzy nie chodzą na wybory i nie korzystają ze swojego prawa?

Ja im się nie dziwię, bo jeśli widzą i słyszą polityków, co oni mówią, jak jedni atakują drugich i na odwrót, to mogą być skołowani. Z drugiej strony zadaję sobie pytanie: czy oni nie szukają kogoś innego? Może są ludzie, którym oni mogą zaufać? Mam nadzieję, że jestem jedną z takich osób. Jedyne, co mnie dziwi, to jest to, że tak łatwo rezygnują z prawa do wyboru. Nie wiem, czy robią to świadomie. Wybory jasno pokazują, że my nadal nie wiemy, czego chce połowa Polaków. Czego chcą młodzi ludzie? Niech nam to powiedzą. Bardzo ich o to proszę.

Może to jest zadanie ugrupowań politycznych, by przekonać do siebie i zachęcić tych, którzy z reguły na czas głosowania zostają w domach?

W czasie kampanii spotkałam wielu młodych ludzi na ulicy i starałam się do nich dotrzeć. Mam nadzieję, że oni poszli do wyborów. Zresztą całą moją kampanię robili młodzi ludzie. Choroba nie pozwoliła mi w pełni wykorzystać czasu na dotarcie do wszystkich osób, do których chciałabym dotrzeć. Miałam jednak sporo spotkań. Mój wynik świadczy o tym, że ludzie mi zaufali.

Zdobyła pani 307 tys. 227 głosów. To czwarty wynik w kraju. Nieźle jak na debiutantkę.

Byłam zaskoczona wynikiem. Nie sądziłam, że mogę mieć aż tak dobry rezultat, bo jednak moja kampania trwała krótko – i to nie tylko ze względu na chorobę, ale też ze względów finansowych. Nie miałam pieniędzy na kampanię, albo inaczej – miałam ich bardzo mało. Jak obliczyliśmy wraz z moją ekipą, jeden głos kosztował nas ok. 26 groszy. Plakaty rozwozili i rozklejali wolontariusze. Wspierały mnie organizacje pozarządowe. I to przyniosło taki efekt. Cieszę się, że podczas spotkań młodzi ludzie mogli usłyszeć ode mnie coś innego, niż to, co zazwyczaj słyszą od polityków.

Co im pani mówiła?

Rozmawialiśmy po prostu o życiu. Pytali, dlaczego kandyduję, co zamierzam robić, jeśli dostanę się do Parlamentu Europejskiego. Wiem, że europoseł pracuje głównie w Brukseli i Strasburgu, ale mam nadzieję, że będę mogła mieć wpływ na zmianę ustawodawstwa w niektórych dziedzinach, np. w dożywianiu dzieci. Zawsze dążyłam do tego, żeby została wprowadzona ustawa, która zapewniałaby każdemu dziecku posiłek w szkole. To się jednak nie udało. Nie poddam się. Dalej będę próbowała na to wpłynąć. Zależy mi też na sprawach osób niepełnosprawnych, osób starszych oraz mniejszości. Ograniczanie możliwości działania mniejszości jest czymś bardzo niedobrym. O tym właśnie rozmawiałam z młodymi ludźmi.

Dyskutowaliśmy także o pomocy humanitarnej, uchodźcach oraz emigracji. Chciałabym odwrócić tok myślenia na temat migracji, by zamiast stawiania barier i granic, zastanowić się, dlaczego ci ludzie uciekają. Zależy mi też na zwiększeniu pomocy na miejscu, żeby oni nie musieli do nas przyjeżdżać. Jestem pewna, że to da się zrobić. Nasze międzynarodowe doświadczenie pokazuje, że bardzo duża liczba ludzi została zatrzymana w miejscach ich pochodzenia dzięki pomocy, jaką otrzymali.

Co więc trzeba zrobić?

Trzeba się mocniej i efektywniej otworzyć na pomoc tam, na miejscu. Tylko tak można rozwiązać ten problem. Mówiłam też młodym ludziom, jak każdy z nas może mieć wpływ na świat. To nieprawda, że nic nie możemy, choć wielu może się właśnie tak wydawać. Ja jako niepełnosprawna dziewczyna, astronom, niemająca nigdy grosza przy duszy, wysłałam konwój do Sarajewa – 12 ciężarówek. Wiara w to, co się chce zrobić w połączeniu z mobilizacją i konsekwencją, może dać nieoczekiwane wyniki.

„Walczę i wiem, że wygram tę walkę”

Na stronie PAH napisała pani, że startuje w wyborach do PE, bo chce pani odczarować słowo „polityka”.

Odczarować słowa „polityka” można poprzez mówienie prawdy. Nie można uprawiać polityki przeciwko komuś. Trzeba pokazywać siebie, wartości, jakie się prezentuje.

Pani już zrobiła krok w stronę polityki.

Na wszystkich spotkaniach z wyborcami, głównie z organizacjami pozarządowymi i młodymi ludźmi powtarzałam: idźcie do polityki, nie bójcie się, tam jest miejsce dla was. Jeśli chcemy coś zmienić, to bez zaangażowania w politykę nic nie można zrobić. Na pewno przed jesiennymi wyborami w jakiś sposób ponownie się zaangażuję. Planuję dalej spotykać się z młodymi ludźmi i przekonywać ich do pójścia do polityki.

Czuła się pani trochę osamotniona w kampanii?

Nie czułam się osamotniona, bo miałam świetną ekipę. Na pewno jednak na konwencjach czułam się obco.

A mogła pani liczyć na wsparcie ugrupowań, które tworzyły Koalicję Europejską?

Wszyscy byli dla mnie bardzo mili i uważali mnie za lidera. W czasie wystąpień na konwencjach zawsze otrzymywałam najwięcej braw.

Trudno było wyznać, że choruje pani na raka?

Nie było trudno. Wiedziałam, że skoro kandyduję, to muszę ogłosić, że jestem chora. Inaczej oszukiwałabym swoich wyborców. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła postąpić inaczej. Rak nie jest przecież czymś strasznym. Nie mam poczucia zagrożenia. Walczę i wiem, że wygram tę walkę.

6 czerwca mam chemię. Kolejną chemioterapię przyjmę już po zaprzysiężeniu na europosła, które odbędzie się 2 lipca. Od tego momentu będę już europarlamentarzystką. Później czeka mnie operacja. Jeśli nie będę musiała brać dodatkowej chemii, to od września będę już w Brukseli. Tam też będę chodzić na naświetlania. Natomiast jeżeli moje leczenie się przedłuży, to w najgorszym wypadku stracę jeszcze wrzesień. Wierzę jednak, że dam radę.

Myśli pani, że do jesieni ktoś jest w stanie dogonić PiS i Jarosława Kaczyńskiego?

Nie wiem. Też sobie zadaję to pytanie. Ale nie znam na nie odpowiedzi. Może gdyby młodzi ludzie poszli do wyborów, nie tylko głosowali, ale też kandydowali np. do Senatu, to może by się udała powtórka z 1989 roku. Musi być jakiś ruch w narodzie, przede wszystkim w młodych ludziach. Musi im się chcieć. Jednak kto ich może do tego zmobilizować, tego nie wiem.

Źródło: wiadomosci.onet.pl

Share