Hanna Lis szczególnie teraz stara się jak najwięcej mówić o swoim koszmarze z przeszłości, chcąc tym samym uświadamiać społeczeństwo. Wśród Polaków są jednak dwie najbliższe jej sercu osoby, których nie tylko świadomość tego problemu jest dla niej najważniejsza, ale przede wszystkim to, jak potoczy się ich los. Ciągła obawa, że spotka je to, co ją, nie daje jej spokoju.

Hanna Lis nigdy nie ukrywała, że cierpiała na endometriozę, a narodziny obu jej córek były prawdziwym cudem. Lekarze nie dawali żadnych szans na to, by choć jedna z dziewczynek przeżyła, a nawet twierdzili, że jedynym rozwiązaniem jest przerwanie ciąży.

Lis jednak ten jeden raz nie zamierzała stosować się do zaleceń lekarzy i dzięki swojej wytrwałości i nadziei jest dziś szczęśliwą mamą dwóch dorosłych już kobiet.

Nim jednak w jej życiu nastało szczęście, a Hanna Lis znów mogła cieszyć się pełnią zdrowia, przeszła przez prawdziwe piekło, które trudno jest sobie wyobrazić. Prezenterka nie obawia się mówić o chorobie, a niektóre z jej wyznań mrożą krew w żyłach.

Pierwszy raz wezwałam karetkę, kiedy miałam 16 lat i bardzo silne bóle menstruacyjne (...) Nie potrafiłam sama założyć spodni.

Ból uniemożliwiał mi normalne funkcjonowanie (...) Miałam 3-godzinną operację, wycięto mi dwa guzy, jeden wielkości piłki do tenisa, drugi nieco mniejszy. Budowały się przez kilkanaście lat, bo nikt wcześniej nie zdiagnozował u mniej tej choroby - opowiadała.

Jak donosi pikio.pl - Mimo iż dziś Hanna Lis cieszy się pełnią zdrowia, nadal żyje w strachu o swoje córki. Dziennikarka ma świadomość, że choroba może się u nich uaktywnić, dlatego choć stara się żyć normalnie, każdego dnia martwi się, że nadejdzie moment, w którym i one usłyszą tę tragiczną diagnozę. 

Moje córki mają siedmiokrotnie większe ryzyko, że zapadną na tę przypadłość, która w każdej chwili może się uaktywnić - mówiła.

Hanna Lis na swoim Instagramie opublikowała dwa zdjęcia z ich narodzin, opowiadając swoją dramatyczną historię.

Wyznała, że przeszła trudną drogę, o której nigdy nie zapomni, a która uczyniła ją jeszcze bliższą z córkami - Dziś moje córki mają 19 i 21 lat. Te, których miało nie być. Dopiero po latach dowiedziałam się co prawie zabrało życie moim dzieciom: endometrioza. Zatruwała mi życie jeszcze przez długie lata.

View this post on Instagram

Najpiękniejsze chwile mojego życia. Przyjście na świat moich córek. Uchwycone na zdjęciach, na których widać wielkie, największe szczęście. Nikt jednak nie robił zdjęć, kiedy w środku nocy, nad szpitalnym łóżkiem, nad moją głową, lekarze mówili (jakby mnie tam mnie było) „ona roni, zaraz będzie po wszystkim”. Nikt mnie o nic nie pytał, nikt nie pocieszał, nikt nie tłumaczył dlaczego miałoby Julki nie być. Anki tez miało nie być: „nie donosi jej pani, pani Haniu, lepiej przerwać”. Wiedziałam lepiej, walczyłam uparcie, przy wsparciu kilku równie upartych, jak ja lekarzy. Dziś moje córki mają 19 i 21 lat. Te, których miało nie być. Dopiero po latach dowiedziałam się co prawie zabrało życie moim dzieciom: endometrioza. Zatruwała mi życie jeszcze przez długie lata. Dziś jestem od niej wolna, ale wiem, że takich jak ja (byłam), są dziś w Polsce MILIONY! Dziewczyn, które cierpią, które mają za sobą poronienia, od lat bezskutecznie starają się o dziecko, które żyją w nieustannym bólu, którym kolejni lekarze nie potrafią/nie chcą pomoc, i które nawet nie wiedza, (jak ja kiedyś) że chorują! Tak być nie musi, tak być nie może. Zapraszam Was Kochane na moją opowieść o endo w rozmowie z doktorem @dr_karmowski.official w programie Michala Figurskiego @feegur #niezłypacjent, dziś, już za chwilę właściwie, bo o 21:00 w @radio_zet . Opiszcie tu też Wasze historie. Pomogą innym, zagubionym, nieświadomym. Love kochane ENDOWOJOWNICZKI!♥️ #endometrioza #endometriosis

A post shared by Hanna Lis (@hanna_lis) on

Może zainteresuje Cię to: BRAKUJE LEKARZY - SPECJALISTÓW. KOLEJNE SZPITALE ZAMYKAJĄ SWOJE ODDZIAŁY!

Pisaliśmy również o: LUBIANY MIĘSNY PRZYSMAK NIEBEZPIECZNY DLA KOBIET. GINEKOLODZY MÓWIĄ DLACZEGO TAK JEST

Przypominamy o: KOT URATOWAŁ ŻYCIE MAŁEMU DZIECKU! NAGRANIE, KTÓRE WBIJA W FOTEL