Dawid stworzył hymn słoików. Co o tym mówi Sylwia Chutnik

Dawid Podsiadło (26 l.) zdobył aż sześć Fryderyków, czym zdominował sobotnią galę rozdania muzycznych nagród. Jego płyta „Małomiasteczkowy” już od pół roku święci triumfy popularności, a tytułowy utwór nucą tysiące Polaków. O czym tak naprawdę śpiewa w nim utalentowany wokalista?

– To hymn słoików, czyli przyjezdnych, którzy szukają szczęścia w dużych miastach – stwierdza pisarka i kulturoznawczyni Sylwia Chutnik (40 l.), pytana przez Fakt o „Małomiasteczkowego”. – Przywiani chęcią szeroko rozumianych możliwości, kochają i nienawidzą metropolię. Tęsknią za zwykłym życiem, ale wiedzą, że to wśród blasków neonów i ulicznych korków odnajdą szczęście.

Płacąc za to największą cenę: autentyczność – analizuje Chutnik. A co na to sam Podsiadło? – Chciałem przypomnieć ludziom, którzy podobnie jak ja przyjechali do większego miasta, że wcale nie muszą zapominać, skąd pochodzą i tego się wstydzić – tłumaczył Podsiadło w jednym z wywiadów.

Poniżej cała analiza Sylwii Chutnik piosenki „Małomiasteczkowy”

Hymn słoików, czyli przyjezdnych, którzy szukają szczęścia w dużych miastach. Przywiani chęcią nauki, nowej pracy czy szeroko rozumianych „możliwości” kochają i nienawidzą metropolię. Tęsknią za zwykłym życiem, ale wiedzą, że to wśród blasków neonów i ulicznych korków odnajdą szczęście.

Płacąc za to największą cenę: autentyczność. Rozczarowanie miesza się z sentymentalną wizją prostego życia z dala od fałszywych znajomych i ciągłej pogoni za marzeniami.

Czy tak naprawdę wygląda życie małomiasteczkowego bohatera w wielkim mieście? Zobaczmy:

„Małomiasteczkowa twarz Małomiasteczkowa głowa Małomiasteczkowy styl Małomiasteczkowo kocham”

I wszystko jasne: wygląd zdradza pochodzenie, kapryśnego city się nie oszuka. Kiedyś mówiło się o słomie wystającej z butów, a teraz o stylu, który sugeruje, skąd się pochodzi.

Ciekawe jest jednak w tym zestawienie małomiasteczkowe kochanie: może bardziej szczere i zwyczajne?

„Z małego miasta wielkie sny Atakują twoje ulice Wyśniłem sobie ciebie, gdy Śpiewałem głośno pod prysznicem”

Idealizujemy wielkie miasta i mamy na ich temat głowę pełną stereotypów – szybkie życie, nieustanny pospiech i dziewczyny, które nie zainteresują się „wsiowym”. A kogo wyśnił pod prysznicem Dawid? Miejską miss czy same miasto, spersonifikowane do roli sennego marzenia?

„Ten mój małomiasteczkowy hit I małomiasteczkowe słowa Ten małomiasteczkowy rytm Melodia małomiasteczkowa”

Ludzie lubią swojaków. Gwiazdy, które nie zachowują się jak gwiazdy, nie zadzierają nosa, tylko mówią do nas z pozycji zwykłego człowieka. A nade wszystko są skromne, jak bohater piosenki, który nie sili się na prezentowaniem nam spektakularnych przebojów.

Dzięki temu ci ludzie są nam bliżsi i istnieje większe prawdopodobieństwo, że ich zrozumiemy. Jak z tą piosenką: rytm, słowa i melodia pochodzą z niewielkiego miasta, w którym – jak śpiewała Kora i Maanam – „tylko dlatego, że jesteś nikim możesz pogadać z drugim człowiekiem”.

„Z małego miasta wielkie sny Gromadzą się na twoich ulicach Pamiętam, bardzo chciałem tu być Na pewno dużo bardziej niż dzisiaj”

Powiedzenie: „uważaj, o czym marzysz” idealnie sprawdza się do tego fragmentu – kiedy nie jest się jeszcze w danym miejscu to łatwo o zachwyt. Potem marzenia i oczekiwania rozbijają się o rzeczywistość, która zwykle nie wygląda jak kolorowa pocztówka stolicy możliwości.

Wielkie sny tysięcy przyjezdnych kłębią się po ulicach – każdy miał tu zrobić karierę, znaleźć miłość czy choćby dobrze płatna pracę. Tymczasem zostaje frustracja i niechęć do miasta, które miało być rajem a okazało ringiem ambicji i wyrośniętego ego.

„Znowu jadę do ciebie sam”

Skąd i do kogo jedzie bohater? Albo z rodzinnego domu (obładowany wałówką od rodziny, bo przecież jedzenie jest w Polsce oznaką miłości!) albo przeciwnie – z miasta do swojej małej ojczyzny. Sam: bez pieniędzy, spełnionych marzeń czy choćby sympatycznej narzeczonej, którą można z dumą przedstawić cioci i wzruszonej mamie.

No i to przygnębiające: „znowu” – bo jak długo może trwać ten impas. Tutaj niewiele się zmieni, a scenariusz dla takich osób jest zwykle powtarzalny.

„Przez chwilę czułem się jak Bóg Przez chwilę byłem królem w mieście Wybrałem na siłownię strój I wtedy zrozumiałem wreszcie”

Przyjeżdżasz do miejsca możliwości, Las Vegas ambicji: z pociągu, z małego busa, gdzie ledwo można upchnąć bagaże. Pierwszy haust powietrza, pierwsze piwo w barze i nocny powrót przez lśniące ulice. Całe życie wydaje się na wyciągnięcie ręki, wystarczy tylko pomyśleć sobie życzenie a miejska złota rybka z pewnością je spełni.

Czyżby? Tu nie chodzi o szpanerski dres na siłkę i granie według cudzych zasad. Potrzebny jest łut szczęścia. A może i pokora, którą trudno osiągnąć? Cztery osoby mieszkające w dwóch pokojach, wieczny głód i umowa zlecenie to nie jest życie króla w mieście. Za to życie tysięcy przyjezdnych.

„Że z mojego miasta moje sny Budują twoje ulice Że ciebie nie zachwyca tu nic Ale smuci mnie, że nadal nie krzyczę”

Sny o karierze i ciekawym życiu są podwaliną miejskiego mitu. Każdy tu przyjechał po sukces, nawet jeśli rozumiany jest jako spłata kredytu na kawalerkę. Dlatego ludzie zgadzają się pracować po 12 godzin dziennie za nędzne stawki.

Tłumacza sobie, że to przejściowe, że za chwile, za rogiem będzie Nowy Wspaniały Świat. Że miasto, jak tylko zobaczy, że się staramy to nas przyjmie jako swoich. Oprócz frustracji pojawia się też zmęczenie – „nadal nie krzyczę” to pogodzenie się z losem. Rezygnacja z miałomiasteczkowych snów o potędze.

„Gdy wielkomiejski piękny świat Na każdym kroku sypie kreski Uściski i klepnięcia w bark Płynące ze wzruszenia łezki”

Sypane kreski to oczywiście narkotyki, dzięki którym część osób może wciąż funkcjonować na wysokich obrotach. Media, kariera, niekończąca się „kreatywność” napędzana jest chemią, która działa przez chwilę, ale potem przemienia się w zmęczenie. I nie pomogą krzywe uśmiechy i towarzystwa wzajemnej adoracji, kiedy życie przemienia się krainę fałszu.

„Dlaczego wszystko sztuczne aż tak Że napromieniowane mi świeci Trzeba stąd wyjechać, bo strach Że wszystko przejdzie na moje dzieci”

Sztuczne rzęsy, sztuczne przyjaźnie oraz ułuda plastikowego szczęścia. To częsty stereotyp dotyczący wielkich miast, które rzekomo trwają tylko dzięki fałszywym deklaracjom podczas gdy małe miasta i wsie pełne są szczerych i życzliwych sobie osób, co to wódki się napiją i do serca przytulą.

To właśnie tam bohater chciałby założyć rodzinę, bo w mieście bałby się, że jego dzieci nasiąkną złymi cechami i zaczną świecić w ciemnościach od tego zakłamania.

.

Dawid Podsiadło pochodzi z Dąbrowy Górniczej

.

Sylwia Chutnik przeanalizowała piosenkę Dawida Podsiadły

.

Jego płyta „Małomiasteczkowy” już od pół roku święci triumfy popularności

.

Dawid Podsiadło to jeden z najpopularniejszych polskich wokalistów

.

Dawid Podsiadło na Fryderykach

.

Dawid Podsiadło stworzył piosenkę o słoikach

źródło: fakt.pl

Share